Z dziejów Christianitas#4 – Na styku dwóch cywilizacji: relacje Polski i Rusi w czasach Piastów

Z dziejów Christianitas#4 – Na styku dwóch cywilizacji: relacje Polski i Rusi w czasach Piastów

Relacje między państwami były zawsze obiektem zainteresowań historyków. Zwłaszcza stosunki między organizmami sąsiadującymi, takimi jak Polska i Ruś, musiały być nad wyraz intensywne i ciekawe. Szczególnie, że oddzielała je niezbyt wyrazista, nie osadzona wzdłuż górskich szczytów czy biegu rwących rzek, granica. Takie położenie prowadziło do częstych wojen między tymi podmiotami, ale było też i okazją do licznych sojuszy, zwłaszcza że: Wojna jest tylko kontynuacją polityki innymi środkami.

W niniejszej pracy omówiono politykę zagraniczną piastowskich władców Polski wobec państwowości ruskiej. Prześledzono chronologicznie najważniejsze działania wojenne, sojusznicze oraz związki dynastyczne łączące Polskę z Rusią. Jako ramy czasowe przyjęto, uznany za najistotniejszy dla analizowanego tematu, okres od wejścia obu państw na arenę polityki europejskiej, czyli od przyjęcia przez nie chrztu (Polska-966r. w obrządku łacińskim, Ruś-988r. w obrządku bizantyjskim) do wygaśnięcia głównej linii dynastii Piastów w Polsce w XIV wieku. W dziejach Rusi interesujący są zwłaszcza władcy senioralnej dzielnicy kijowskiej, dopóki nie utraciła ona swojego znaczenia w XII w., a potem przede wszystkim władcy Rusi Halicko-Włodzimierskiej. Główne źródła historyczne, z których pochodzi opis tego okresu, to po stronie polskiej Kroniki: Galla Anonima, Mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem oraz Wielkopolska, a ze strony ruskiej „Powieść minionych lat” Nestora. Continue reading „Z dziejów Christianitas#4 – Na styku dwóch cywilizacji: relacje Polski i Rusi w czasach Piastów”

Reklamy

Podróże z historią#2 – Cień XX wieku nad Lwowem

Podróże z historią#2 – Cień XX wieku nad Lwowem

Lwów. Miasto-legenda. Miejsce kultowe, miejsce święte dla wielu Polaków i nie tylko Polaków. Kolebka, mała ojczyzna, raj utracony. Żadne inne nie wiążę się z takim ładunkiem emocjonalnym, nawet Wilno. Żadne inne też nie jest aż tak uwikłane w tak zwane „trudne tematy historyczne”, począwszy od jego obrony u progu niepodległości II RP z udziałem słynnych Orląt, przez antyukraińską polityką sanacji, dwie okupacje, Ukraińską Armię Powstańczą, rzeź Polaków i, dużo mniejsze zresztą, akcje odwetowe. Wreszcie niedawna wojna na Krymie, w Doniecku i Ługańsku, związana z nią masowa imigracja do Polski, nie przez wszystkich mile widziana. Wszystko to odbiło swoje piętno na Lwowie, pod wieloma względami pełnym sprzeczności. Na wielki, Austro-Węgierski вокзал [wakzał – dworzec], jakiego w swoim przepychu w Polsce nie znajdziesz nigdzie, nawet w postpruskim Wrocławiu, dojeżdża się rozklekotanym, wypchanym po brzegi, żółtym autobusem, zwanym powszechnie маршрутка [marszrutka], gdzie pasażerowie wchodząc proszą towarzyszy podróży o podanie pieniędzy do przodu, na dywanik rozłożony po prawej obok miejsca kierowcy. Przed dworcem kwitnie zaś handel, zarówno w normalnych, kolorowych od produktów sklepach jak i na ulicy – w obu wypadkach zresztą występuje całkowity brak kas fiskalnych i paragonów. Ukraina zdecydowanie różni się od Białorusi, mimo w miarę podobnego języka i również w miarę podobnej historii. Białoruś to taki trochę Gomółkowski raj – skromnie, ale porządnie, bez zbytecznego bałaganu, jakby komunizm się nigdy nie skończył i cały kraj trwał w okresie „małej stabilizacji”, a nawet wchodził w gwałtowną urbanizację i industrializację epoki Gierka. Ukraina to z kolei „dziki kapitalizm” lat 90. – wszędzie kolorowo, wszędzie wielkie banery i szyldy, wszędzie handel, a przy tym poczucie wielkiego bałaganu urbanistcznego i nie tylko urbanistycznego. Toalety to zresztą nadal głównie „dziury w ziemi”, żywa jest również tradycja wyrzucania zużytego papieru do specjalnie naszykowanych koszy. Papier ów zresztą też jest inny – nie posiada w środku tekturowej rolki, wypełnia całą objętość walca. Bardzo dobra (i tania) jest za to czekolada, oczywiście marki ROSHEN, dzieło obecnego prezydenta Piotra Poroszenki, lepsza moim zdaniem od wedlowskiej. Generalnie wszystko jest tanie – obiad można zjeść za niecałe 10 zł, a w naprawdę dobrej restauracji za nie więcej niż dwadzieścia kilka. Piwo, i to nie w sklepie, a lokalu, kosztuje od 2 do góra 5 złotych (w tym ostatnim wypadku mówo o tak zwanym „piwie rzemieślniczym”, w Polsce kosztującym kilkanaście i więcej złotych). Półtoralitrowe butelki kwasu chlebowego, bardzo zresztą dobrego i stokroć lepszego niż polski, występującego zazwyczaj w wersjach biły (biały – pszeniczny), czornyj (czarny – ciemny) i chlebnyj (czyli taki brązowy, pośredni) kosztują 3 złote. Trudno mi tedy zrozumieć, co takiego Ukraińcy kupują w granicznych biedronkach po stronie polskiej, acz nie sprawdzałem sklepowej ceny mięsa, wędlin, chemikaliów ni innych produktów, które niezbyt interesują turystów, a są potrzebne do prowadzenia gospodarstwa domowego.

To wszystko jednak pewne ciekawostki, jedynie okalające temat właściwej refleksji, zdecydowanie jednak go nie wyczerpujące. Istotnym pytaniem, jakie musiało się nasunąć w trakcie tej mojej krótkiej, zbyt krótkiej, ale i tak niezmiernie ciekawej wizyty, jest to, jaki właściwie jest „charakter” Lwowa AD 2017, po aneksji Krymu i w trakcie „dziwnej wojny” na przeciwległym krańcu naszego wschodniego sąsiada? Odpowiedź, jaka mi się nasunęła przez te dni, nie jest niestety zbyt pozytywna dla Polski.

Continue reading „Podróże z historią#2 – Cień XX wieku nad Lwowem”

Konserwatysta we współczesnym świecie #1 – Czy Gesellschaft może zastąpić Gemeinschaft? Polemika z tekstem „Konserwatysta w klubie fitness”

Konserwatysta we współczesnym świecie #1 – Czy Gesellschaft może zastąpić Gemeinschaft? Polemika z tekstem „Konserwatysta w klubie fitness”

Tekst stanowi polemikę z artykułem Pani Agnieszki Sztajer, opublikowanym na stronie http://myslkonserwatywna.pl/sztajer-konserwatysta-w-klubie-fitness-o-stosunku-prawicy-do-wspolczesnych-przejawow-kultu-zdrowego-trybu-zycia/

Dzisiejsza rzeczywistość jest niewątpliwie nieprzyjazna dla konserwatysty. Demokracja liberalna mami społeczeństwo swoim rzekomym pluralizmem, w praktyce jest jednak dokładnie takim samym systemem opresji jak wszystkie ustroje nieoparte na obiektywnym, zewnętrznym i racjonalnym Prawie Bożym, gdzie grupa której uda się przejąć władzę w wyniku walki „wszystkich ze wszystkimi” taktycznie toleruje społeczności o poglądach innych niż własne, oczywiście tak długo, dopóki nie podważają one dogmatów na których opiera się system i które wyznaje aktualna oligarchia. Konserwatyzm, zwłaszcza oparty na religii (a wydaje mi się, że każdy inny konserwatyzm byłby po prostu formalizmem, pozbawionym stałej i realnej treści, lub też pozbawioną racjonalnego uzasadnienia fanaberią estetyczną) wpadł w straszliwą pułapkę – z jednej strony dogmaty „wolności religijnej” czy „wolności światopoglądu” gwarantują mu prawo do bycia jedną z opcji debaty publicznej, co byłoby raczej niemożliwe w na przykład państwie opartym na ortodoksyjnym marksizmie, z drugiej strony, te same dogmaty sprawiają, że może być najwyżej czymś radykalnie sprzecznym ze swoją naturą – to znaczy właśnie jednym z możliwych „prywatnych przekonań”, nie może zaś być tym czym być powinien, czyli centralną ideą sfery społecznej stanowiącą źródło norm na których opierałoby się moralne życie wspólnotowe i która spajałaby tę społeczność.

Nic zatem dziwnego, że znajdując się w tak tragicznym położeniu, z gwarantowanym, przynajmniej teoretycznie, prawem do egzystencji i „własnego sumienia” (byle w sferze prywatnej!), ale bez szansy na cokolwiek więcej, konserwatyści próbują wykorzystać choć tę przestrzeń wolności która jest nam dana przez państwo (bowiem wbrew potocznym skojarzeniom w państwie liberalnym wszelka wolność i wszelkie prawo może pochodzić tylko od państwa), by choć trochę przesunąć dyskurs publiczny w kierunku bardziej zgodnym, lub przynajmniej mniej niezgodnym z Prawem Bożym. Nie to jednak powinno być naszym celem, lecz właśnie całkowite obalenie tego dyskursu i zarazem odbudowanie w jego miejsce dyskursu prawowitego. Narzędziem, które może do tego służyć, jest zawłaszczania narracji i przejmowanie rytuałów należących do wrogiego dyskursu poprzez nadanie im nowego sensu, czy raczej odkrycie ich prawidłowego, to jest zgodnego z telos [celem] wyznaczonym przez Prawo Boże. Dokładnie taka strategia była stosowana przez chociażby pierwszych chrześcijan, którzy w pismach hagiograficznych dokonywali daleko idącej subwersji sensu publicznych egzekucji męczenników, które w zamyśle pogańskiej społeczność miały przywracać jej ład, zaburzony przez „obrazoburstwo” chrześcijan. Niezgoda ofiar na podporządkowanie się takiemu budującemu konsensus scenariuszowi sprawiała jednak, że stawały się one bronią wymierzoną właśnie w ten pogański porządek. Przykładowo, autor „Męczeństwa Polikarpa” opowiada, że gdy przyszły święty został wezwany przez urzędnika do wzniesienia okrzyku „śmierć bezbożnym!”, ów jak najbardziej to uczynił, ale skierował go nie przeciw sobie i swoim współwyznawcom, lecz zwrócił się do „żyjącego bez prawa pogańskiego tłumu” (refleksję powyższą zawdzięczam arcyciekawej pracy Philippe’a Buca „Pułapki Rytuału”, będącej próbą z jednej strony podważenia dominujących, funkcjonalistycznych, to jest akcentujących wyłącznie cele doczesne, interpretacji rytuałów przede wszystkim średniowiecznej Europy, w drugiej zaś części opisującej teologiczne korzenie nauk społecznych właśnie w kontekście tak zwanej teorii rytuału). Zrozumiałe jest tedy, że i dzisiaj warto, a może nawet trzeba przechwytywać narrację odnośnie do otaczającego nas, może i mniej otwarcie wrogiego, ale stokroć bardziej zwodniczego świata. Czy jednak można przeprowadzić taką operację w odniesieniu do „kultury fitness”? Continue reading „Konserwatysta we współczesnym świecie #1 – Czy Gesellschaft może zastąpić Gemeinschaft? Polemika z tekstem „Konserwatysta w klubie fitness””

Recenzje ze świata idei#4 -„Milczenie” wobec pytań o sens cierpienia?

Recenzje ze świata idei#4 -„Milczenie” wobec pytań o sens cierpienia?

Nie, to nie jest film o braku obecności Boga, jak można by się domyślać po tytule i zwiastunach. Wręcz przeciwnie – jego obecność jest ciągle odczuwalna: przede wszystkim w męczeństwie japońskich chrześcijan, lecz równie mocno w wierze tych, którzy ukrywają się ze swoim wyznaniem, są wystawiani na próby, nawet jeśli nie zawsze wychodzą z nich zwycięsko. Nie, to nie „milczenie Boga” jest tematem tego filmu, lecz coś zupełnie innego, ludzkiego, a nie Boskiego. Tym czymś jest… cierpienie. Pytanie o jego sens lub też brak tegoż.  Continue reading „Recenzje ze świata idei#4 -„Milczenie” wobec pytań o sens cierpienia?”

Fidem ratione #5 – Rozważania nad naturą człowieka i Świata

Fidem ratione #5 – Rozważania nad naturą człowieka i Świata

Jednym z podstawowych pytań etycznych jakie możemy sobie zadać jest – „kim jest człowiek?”, „jakie jest jego miejsce we Wszechświecie?” (rozumianym jako wszystkie byty, materialne i niematerialne). Kościół Matka Nasza naucza nas, że człowiek składa się z duszy i ciała. Cóż to jednak znaczy? Święty Tomasz z Akwinu idąc za Arystotelesem mówi, że dusza jest formą, a ciało materią człowieka. Moim zdaniem łatwiej będzie jednak opisać tę zależność używając innej konstrukcji z filozofii arystotelesowskiej – idei aktu i możności. Możność to pewna cecha zewnętrzna, niezależna od danego bytu, wpisana dogłębnie weń, definiująca czym ów byt może się stać. Dla odpowiedzi na postawione na początku pytanie szczególnie przydatne będzie takie rozumienie tejże możności, jako tej możliwości danego bytu, której realizacja będzie z największym pożytkiem dla tego bytu i całego świata. W wypadku człowieka, istoty świadomej i rozumnej, możnością będzie taki jego los i przeznaczenie, jaki przygotował dlań Bóg w swej nieskończonej dobroci, dzięki którego spełnieniu osiągnie on najpełniejsze możliwe szczęście (czyli mówiąc z grecka – eudajmonię), które jest celem działań moralnych. Innymi słowy – możność to po prostu powołanie człowieka, czyli możliwa do poznania rozumem droga, przygotowana przez Opatrzność, polegająca na możliwości czynienia jak największej ilości dobra moralnego stosownie do danych talentów i predyspozycji. Akt to zaś stan teraźniejszy, stopień realizacji możności (przybliżania się lub oddalania do osiągnięcia jej) w danej chwili, cecha z definicji zmienna. Czym tedy byłaby dusza? Właśnie możnością człowieka – ona definiowałaby jaką drogą powinien kroczyć dany człowiek, by wykorzystując wszystkie swoje cechy osobiste dzięki łasce Bożej osiągnąć wspólny wszystkim cel – zbawienie. To w niej byłyby wszystkie niezmienne właściwości danej osoby, wreszcie to ona pozwoli na jego, można rzec, „odtworzenie”, gdy nastąpi zmartwychwstanie ciał. Czym tedy jednak jest ciało? Aktem człowieka, czyli stanem w jakim on się w danej chwili znajduje. Continue reading „Fidem ratione #5 – Rozważania nad naturą człowieka i Świata”

Fidem ratione#4 -Dlaczego modlimy się do Maryi?

Fidem ratione#4 -Dlaczego modlimy się do Maryi?

Każdy praktykujący katolik (czyli po prostu katolik, albowiem „wiara, jeźliby nie miała uczynków, martwa jest sama w sobie” – Jk 2, 17) mówi w swoim życiu niezliczoną ilość Pozdrowień Anielskich, czyli tak zwanych zdrowasiek. Jako że wiara nasza jest rozumna i rozum dany nam od Boga by zgłębiać jej tajemnice, prędzej czy później pojawi się w nim pytanie – po co, dlaczego modlimy się do Maryi? Protestanci odpowiedzą, że dlatego, że jesteśmy politeistami – wystarczająco dużo już jednak powiedziano przeciw temu zarzutowi, toteż nie będę się do niego wprost odnosił. Wielu powie, że robimy to po to, by prosić o pośrednictwo wobec Boga w prośbach o Jego łaski. Czyż jednak Bóg nie jest wszechpotężny, czyż nie można by zwracać się wprost do Niego, czyż zresztą nie zwracamy się często do Niego? Jednak prosimy Najświętszą Marię Pannę o wstawiennictwo, dlaczegóż tedy to robimy? Czy dlatego że Jej współmodlitwy z nami są skuteczne? Dlaczego jednak takie są i czy jedynym, a przynajmniej głównym celem modlitwy powinno być tylko proszenie? Czemuż tedy tak nieproporcjonalnie wiele naszych pacierzy jest skierowanych właśnie do Niej?

Kościół modli się tak wiele do Najświętszej Maryi Panny, ponieważ jest Ona bez grzechu! Kościół uwielbia Najświętszą Marię Pannę, oddaje jej chwałę w jej Niepokalanym Poczęciu, w Jej Czystej Naturze. Najświętsza Maria Panna jest dla nas wzorem człowieczeństwa, prawdziwego człowieczeństwa, takiego jakim ono było w zamyśle Boga i jakim będzie na końcu czasów. Żaden inny człowiek nie żył taką pełnią ludzkiego życia jak Maryja. Żaden poza Chrystusem, lecz Chrystus jest zarazem Bogiem, Jednym Bogiem ze swoim, naszym Ojcem i Duchem Świętym. Maryja nie była, nie jest i nie będzie Bogiem, wszystkie łaski jakie otrzymała, jakimi dzieli się z nami, wszystko co uczyniła i czyni pochodzi od Boga. Dokładnie tak samo jak każdy inny człowiek, który ufa Bogu i wypełnia Jego przykazania. Continue reading „Fidem ratione#4 -Dlaczego modlimy się do Maryi?”

Podróże z wiarą i rozumem#2 -bazylika w oku sztormu

Podróże z wiarą i rozumem#2 -bazylika w oku sztormu

„Od rana pada deszcz” jak napisał Herbert, a śpiewał Gintrowski. Nie było jednak żadnego pogrzebu szwaczki, choć istotnie wielu ludzi było najwyraźniej w żałobie. Z drugiej jednak strony – faktycznie, był to swoisty pogrzeb, być może wielu szwaczek, krawczyń, tkaczek, zwykłych ludzi jak my. A być może i nie, być może żadna z tych dziewczynek, o których pogrzebach nikt nie wspomina inaczej, jak wychodząc na ulice i zwołując wiece, nie zostałaby żadnym z powyższych, tylko umarłaby nawet nie „z naparstkiem na palcu”, ale bez palca, ręki, głowy lub jej części. Czy to jednak powód, by prewencyjnie jej to wszystko odebrać i wyrzucić w częściach do kosza? Trudno o tym mówić, ilekroć ktoś podniesie takie zdanie, „Wszyscy się z tego śmieją”.

Tymczasem poczciwy deszcz coraz bardziej „cerował niebo z ziemią”, toteż postanowiłem się przed nim schować w bezpieczne miejsce, wrót do którego strzegł sam Pan z najpotężniejszą bronią na swych barkach – Świętym Krzyżem. Widziawszy dopiero co, zupełnie niezrozumiałe, zważywszy na pogodę, tłumy na zewnątrz, sądziłem, że w środku nie ujrzę zbyt wielu osób. Położona na uboczu, w samym kącie budynku, kaplica była jednak wypełniona, jak zawsze zresztą ilekroć ją odwiedzam. Przy czym najwięcej nie było emerytek, lecz pań nieco starszych ode mnie lub w moim wieku. Po chwili zaś wszedł ksiądz i zaczęła się msza, równo o godzinie 17:00, 03.10.2016 r. w Bazylice Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Continue reading „Podróże z wiarą i rozumem#2 -bazylika w oku sztormu”