Dzięki uprzejmości mojego kolegi było mi dane (bodajże) 01. marca b.r. wziąć udział w przedpremierowym pokazie filmu „Zmartwychwstały”. Owa Amerykańska produkcja próbuje podejść do najważniejszego wydarzenia w historii chrześcijaństwa (a właściwie to w historii całego świata) w niekonwencjonalny sposób, czyniąc głównym bohaterem rzymskiego oficera Claviusa, podwładnego Poncjusza Piłata, któremu ów zleca przeprowadzenie śledztwa w związku ze zniknięciem ciała Chrystusa z grobu. Warto w tym miejscu wspomnieć, że podobny motyw był osią innego filmu: „The Inquiry” (dosłownie „śledztwo”, w Polsce jednak wyświetlany pod nazwą „Nowe imperium”), koprodukcji włosko-hiszpańsko-amerykańsko-bułgarskiej z 2006 roku. Tam jednak główny bohater (Tytus Taurus) jest wysłannikiem samego cesarza Tyberiusza, do którego miały dojść wieści o nowej, prężnie rozwijającej się sekcie, a akcja dzieje się później – po zesłaniu Ducha Świętego i wyznaczeniu diakonów.

Wracając zaś do „Zmartwychwstałego” sądzę, że już na samym początku trzeba stwierdzić jedną rzecz – nie jest to dzieło na miarę „Pasji”. Piszę to po to, by uchronić przed ewentualnymi rozczarowaniami. Obawiam się, że jeszcze długo wszystkie „wielkanocne” filmy będą poddawane temu porównaniu. Nic zresztą dziwnego – „Pasja” Mela Gibsona jest dziełem monumentalnym, wybitnym zarówno technicznie, jak i teologicznie, na wskroś katolickim (!) i imponującym dbałością o szczegóły (począwszy od języków mówionych). „Zmartwychwstały” nawet nie próbuje się mierzyć z tym fenomenem (wszyscy bohaterowie mówią po angielsku), miast tego opowiada nam swoją historię. Świadomi powyższego zastrzeżenia, przyjrzyjmy się jej mocnym i słabym stronom. 

Po pierwsze – film nie ustrzegł się od pewnej amerykańskiej „sensacyjności”, w intencji twórcy mającej przyciągnąć uwagę widza. Widać to już w pierwszej scenie, którą jest potyczka oddziału Claviusa z bandą… Barabasza. Nie byłby to może zły pomysł, gdyby nie to, że ma ona miejsce w… wielki piątek. Mnie osobiście wydawało się dziwnym, by świeżo wypuszczony skazaniec zdążył w ciągu mniej niż 8 godzin zebrać bandę, dopuścić się zbrodni, ściągnąć uwagę „sił bezpieczeństwa” a następnie dać się zabić, aczkolwiek istotnie trudno mi się postawić na miejscu osoby, która cudem uniknęła kary śmierci. Od razu po zdaniu raportu u Piłata Clavius zostaje wysłany na Golgotę by przypilnować budzącą wiele emocji (można rzec – politycznych) egzekucję. Gdy dociera na miejsce, Chrystus już nie żyje. Takie rozplanowanie akcji sprawia, że sceny na Kalwarii (zwłaszcza w zestawieniu z ledwie nieco wcześniejszą bitwą) posiadają względnie niewielki ładunek emocjonalny i nie oddziałują na widza w stopniu adekwatnym do ich historycznego znaczenia. Nie zmienia tego scena, w której (martwy) Jezus wpatruje się otwartymi oczami w twarz centuriona. Co gorsza, w całej sekwencji ukrzyżowania objawia się również druga, być może ważniejsza wada filmu – absolutna deprecjacja Maryji. Jest to bowiem jedyna scena, w której widzimy Matkę Boga, ale doprawdy, lepiej by było, gdyby twórcy oszczędzili nam tego widoku. Królowa Aniołów płacze i zawodzi zupełnie niczym jedna z napominanych przez Chrystusa niewiast w ramach VIII stacji drogi krzyżowej, przez co któryś z Rzymian (być może sam Clavius) pogardliwie poleca ją „uciszyć”. Warto może dodać, że ani przez moment nie widzimy Jej na pierwszym planie, lecz tylko gdzieś w tle. O jakże to inna wizja niż we wspomnianej już „Pasji”, gdzie Matka, cierpiąca wszakże, przeżywała ów ból (wszak mówimy, że jej niepokalane serce przebiło wonczas 7 mieczy) w sposób tak dostojny, że sami Rzymianie czuli przed nią respekt. Nic dziwnego, że w takiej konwencji nie ma miejsca na słowa „Synu, oto Matka Twoja”. Być może taka optyka wynika z protestantyzmu twórcy (jest to wszakże produkcja czysto amerykańska), lecz dla katolika jest gorsząca.

Po złożeniu do grobu, zaczyna się właściwy „thriller”. Piłat oczekuje wizyty samego cesarza Tyberiusza (! jakoś trudno mi wyobrazić sobie taką wizytę, ale jeśli rzeczywiście miała miejsce, to kajam się w pierś)  i w związku z tym nie chce żadnych niepokojów związanych ze śmiercią Chrystusa. Gdy jednak, mimo zapieczętowania Grobu i postawienia przy nim strażników ciało znika, poleca on Claviusowi przeprowadzenie wspomnianego na początku dochodzenia. Tu znowu objawia się sensacyjność filmu. Chrześcijanie są pokazani jako niezwykle zakonspirowana społeczność, do której udaje się dotrzeć dopiero w wyniku przekupstwa, płatnej inwigilacji i obławy (na… Marię Magdalenę, która po raz kolejny jest przedstawiona jako była nierządnica – jak widać nowocześni egzegeci nie mają szans w starciu z tradycją). Takie podejście mi osobiście zdaje się bardzo anachronicznym. Ostatecznie, jak można się było zresztą domyślać, po spotkaniu tytułowego Zmartwychwstałego Clavius porzuca służbę u Piłata i dołącza do Apostołów. Tu jednak również objawia się niepotrzebna sensacyjność filmu – apostołowie przekradają się do Galilei po kryjomu, ścigani przez wojska rzymskie i tylko doświadczeniu wojskowemu Claviusa zawdzięczają dotarcie do celu. Warto w tym miejscu porównać ten aspekt filmu ze wspomnianym „Nowym Imperium”. Tam owa sensacyjność nie jest tak odczuwalna. Owszem, zarówno Piłat jak i żydzi knują intrygi przeciw Taurusowi, lecz gdy autor przedstawia prześladowanie Chrześcijan, nie wymyśla anachronicznych sytuacji, lecz odnosi się do faktów historycznych – męczeńskiej śmierci Szczepana (z rąk żydów, nie Rzymian). Ostatecznie Tytus również nawraca się, lecz nie staje się kimś w rodzaju „13. apostoła”, kimś, komu kościół zawdzięcza swoje przetrwanie, lecz jego zwykłym, szeregowym członkiem. Toteż starsza produkcja wypada niewątpliwie lepiej na tym polu. Ze wspomnianym wątkiem ściśle związana jest prezentacja postaci Piłata. Jego radykalna postawa antychrześcijańska w „Zmartwychwstałym” kłóci się z przekazem ewangelicznym. Jakże inna to kreacja od przeżywającego esencjonalne rozterki Piłata z „Pasji”! Pod tym względem również „Nowe Imperium” góruje nad tegoroczną produkcją, gdyż… gra w nim ten sam aktor, co w dziele Mela Gibsona.

Ostatnią z istotnych wad filmu jest postać… Jezusa. Dla mnie osobiście całkowicie pozbawiona charyzmy, o dość… osobliwej fizjognomii (w dwóch scenach nie byłem pewien, czy to Chrystus, czy święty Piotr). W „Pasji”, niezależnie od tego, czy w Ogrójcu, przed sądem, podczas biczowania, w trakcie drogi krzyżowej, czy po zmartwychwstaniu – z aktora bije jakieś niepojęte, niewidzialne światło, które odróżnia go od wszystkich innych postaci, włącznie z apostołami. Tu tego kompletnie nie czuć. Być może celem autora było pokazanie Jezusa „bliskiego ludziom” (co mogłaby dowodzić scena uzdrowienia trędowatego), mnie jednak ta wizja kompletnie nie przekonała.

Czy są tedy jakieś mocne strony filmu? Owszem, ale sądzę, że najwięcej można zeń wynieść, jeśli potraktuje się go nie jako opowieść o czasach Chrystusa, lecz o… współczesności. Jeśli się zastanowić, to postać Claviusa, z jego rozterkami, jest postacią na wskroś współczesną. Najlepiej widać to w scenie rozmowy z Piłatem w łaźni, gdzie Clavius przyznaje się do zmęczenia swoją pracą (wulgaryzując – zabijaniem) i odpowiadając na pytanie Piłata, po co ją podjął, mówi – dla możliwości osiągnięcia spokoju. Po to, by kiedyś, gdy „odłoży co nieco”, móc złożyć miecz, ożenić się, kupić dom gdzieś na spokojnej prowincji i zostać statecznym gospodarzem. Piłat wówczas pyta, czy tylko brnąc w swe obecne zajęcie może to osiągnąć? Jak dla mnie wyraźnie odbijają się tu współczesne dylematy, pogoń za karierą tylko po to, by na koniec okazało się, że na to czemu ta kariera miała służyć jest już za późno. Niczym w słynnej kampanii „Nie zdążyłam zostać Mamą„. W tej samej scenie Piłat słowami „jesteśmy tacy sami” wyraża przekonanie o swoistym panświnizmie, tym, że każdy jest tak samo „umoczony” w niegodziwości świata, a zatem wszystkie wartości są względne, oceny niemożliwe, odpowiedzialność rozmyta i stan taki będzie trwał, dopóki będziemy żyć w społeczeństwie. Centurion burzy się przed taką optyką, ale jako poganin nie umie jej się skutecznie przeciwstawić. Postać Claviusa może symbolizować zatem współczesny kryzys i głód wartości. Jego, wydawałoby się, kompletny i zadeklarowany światopogląd przedstawiciela wydawałoby się niezwyciężonego imperium nie wytrzymuje starcia z czymś, co wymyka się znanym mu kategoriom. Najlepiej widać to w dwóch scenach, być może najlepszych w filmie. Pierwsza to przesłuchanie świętego Bartłomieja (jeśli pomyliłem apostoła to przepraszam i proszę o poprawienie mnie, to sprostuję), który przychodzi pełen radości, deklaruje że nie boi się ukrzyżowania, lecz gdy Clavius pyta go, czy widział egzekucję swego Mistrza, ów gaśnie i odpowiada przecząco. Przez resztę sceny apostoł toczy wewnętrzną walkę, by wreszcie nie ulec Rzymianinowi i na jego ostatnie pytanie „Gdzie są uczniowie Galilejczyka” odrzec „wszędzie!”, z odzyskanym uśmiechem na ustach. Druga scena to rozmowa z ułaskawionym przez Piłata żołnierzem, który miał strzec Grobu. Legionista, opuściwszy azyl w świątyni żydowskiej, cieszy się zachowaną wolnością w karczmie. Tam Clavius pyta go o prawdziwą wersję wydarzeń z Wielkiej Nocy tak długo, aż ów nie złamie się i przestanie powtarzać historię, której nauczyli go arcykapłani. Przejęcie i przerażenie, z jakim prosty żołnierz mówi o czymś, czego nie jest w stanie pojąć, lecz czego ponad wszelką wątpliwość doświadczył, jest chyba najbardziej poruszającą sceną filmu. Na koniec pyta on tedy Claviusa, czy jest w stanie mu to wytłumaczyć, ów jednak również nie potrafi. Warto dodać, że opowiedziany opis zmartwychwstania jest całkowicie zgodny z wersją odtworzoną na podstawie całunu turyńskiego (tego, w jaki sposób owa relikwia powstała).

Podsumowując – „Zmartwychwstały”, oglądany jako film o czasach Chrystusa razi anachronizmem, skłania jednak do istotnej refleksji na temat współczesności. Być może z takim podejście widz, obejrzawszy go, będzie w stanie powiedzieć, niczym Clavius w ostatniej scenie, zapytany, czy wierzy w to wszystko co widział i o czym słyszał – „wierzę, że nie będę taki sam”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s