Początkowo miałem zamiar opublikować ten wpis w Niedzielę Miłosierdzia. Wspominać o Męce Pańskiej w Oktawie Wielkanocnej? Okresie największej radości w roku liturgicznym? Jak najbardziej. Przecież cała ta radość nie miałaby sensu, gdyby nie ofiara Pana Naszego Jezusa Chrystusa za nas. Ofiara, która otworzyła nam bramy nieba, ofiara, w której Chrystus wziął na siebie nasze grzechy. Ofiara, w której najpełniej wyraziła się miłość Boga, w której objawił On nam istotę miłości i dał nam jej doskonały wzór. To śmierć na Krzyżu jest osią naszej wiary, Zmartwychwstanie jest tylko jej dopełnieniem, owszem koniecznym, ale właśnie po to by symbolika Krzyża, niewinnej ofiary, mogła w pełnić objawić swoje znaczenie i chwałę Boga. Warto porównać, jak zdawkowa jest Ewangelia odczytywana w Dzień Zmartwychwstania, a jak rozbudowana ta z Liturgii Męki Pańskiej. Zresztą każda Msza Święta jest żywą i realną Ofiarą Chrystusa, pamiątką jego śmierci i Zmartwychwstania. Każdy zaś, kto choć raz odmówił Koronkę do Miłosierdzia Bożego wie, że właśnie dzięki Męce Bóg zsyła na nas zdrój łask, z którego wszyscy  możemy korzystać.

Ostatecznie jednak piszę te słowa w Święto Zwiastowania Pańskiego. Czy w pierwszej tajemnicy radosnej, jakże odległej w czasie od Męki Pana Naszego, również ukryty jest Krzyż? Jak najbardziej! Najświętsza Maria Panna już wtedy wzięła go na swe ramiona. Ona pierwsza poszła za Chrystusem, ofiarowała mu całe swoje życie, zanim jeszcze się narodził. Święty Józef, jako mąż sprawiedliwy, chciał ją odprawić, nie w ramach represji lecz właśnie po to, by uchronić ją przed represjami społeczeństwa (Mt 1, 19). Dzisiaj zapewne doradzano by jej tak zwaną „aborcję” (zgodnie bowiem z art. 316 Izraelskiego Kodeksu Karnego dziecko nienarodzone można zabić między innymi w wypadku, gdy pochodzi ono z pozamałżeńskiej relacji lub gdy matka ma mniej niż 18 lat – te dwie przesłanki były spełnione w wypadku Marii). Gdy na czyjeś słowa „Błogosławiony żywot, który cię nosił, i piersi, któreś ssał.” Chrystus odpowiada ” I owszem, błogosławieni, którzy słuchają słowa Bożego i strzegą go.” (Łk 11, 27-28) to w żadnym wypadku nie umniejsza roli swej Matki – wręcz przeciwnie, stawia nam ją za wzór właśnie jako tę, która od samego początku, aż do końca była Mu posłuszna i wierna Bogu. Wierność ta zaprowadziła Maryję aż pod Krzyż, gdzie przeżyła Mękę tak samo, jak Jej Syn.

Chrystus, który nie oszczędził siebie ni swojej Matki, wszystkich nas zobowiązuje do tego samego. „A kto nie bierze krzyża swego, a nie naśladuje mnie, nie jest mnie godzien” (Mt 10, 38). Czyż jednak znaczy to, że naszym udziałem będzie tylko męka i cierpienie? Nie! „Albowiem jarzmo moje wdzięczne jest, a brzemię moje lekkie.” (Mt 11, 30). W przywoływanym już przez mnie na tym blogu filmie „Pasja” widzimy, jak Chrystus obejmuje swój Krzyż, co wywołuje szczery gniew zatwardziałego łotra. Czy jednak życie może mieć sens bez Krzyża? Bez tej drogi, którą trzeba przejść, by osiągnąć cel dany przez Boga? Gestas, jak według tradycji miał zwać się niepokorny towarzysz niedoli Chrystusa, w nic nie wierzy, na niczym mu nie zależy, nie ceni życia ani śmierci. Jest ona dla niego jedynie wyzwoleniem z okowów diabelskiej doczesności, ku nicości. Tylko w akcie odkupienia, przerywającym pętlę historii i wydawałoby się nieskończone oczekiwanie, nasze działania, tak radości jak i cierpienia, nabierają sensu, tylko poprzez przeświadczenie, że nasze czyny czemuś (i komuś!) służą. Jakże inaczej nasz rozum może skłonić nas do jakiejkolwiek ofiary, a co dopiero ofiary całkowitej?

Jak trudno jednak pojąć sens tej ofiary. Jakaż to siła kazała Bogu wydać swego syna, Synowi zaś cierpieć tak niewypowiedzianą mękę? To jest właśnie miłość. Jak jednak powinna ona wyglądać w naszym życiu? Nie ma na to prostej odpowiedzi. Czy to znaczy, że rozum zawodzi na tym polu? Bynajmniej. Ba – właśnie w tym co nieodgadnione zawiera się cała doniosłość tego Bożego Daru. Gdybyśmy byli w stanie pojąć od razu wszystko, co nas nurtuje, żaden rozum nie byłby nam potrzebny, doznawalibyśmy raczej pewnego rodzaju iluminacji. Rozum natomiast jest właśnie trudem – Krzyżem, który trzeba oddać Bogu. Wytrwałe dążenie do Prawdy – to jest ten Krzyż, którego od nas oczekuje Bóg. Proces doniosły właśnie dlatego, że długotrwały, że wymagający wysiłku. Bóg nie zostawia nas jednak w nim samych sobie. Ustanowił swój Kościół na Ziemi po to, by pomagał nam w tej wędrówce ku Prawdzie, stawiał nam odpowiednie kierunkowskazy i wzory. Takimi worami są właśnie Święci – ludzie, którzy oddali życie dla miłości.. Ich przykłady uczą nas praktycznego jej wymiaru i zastosowania. Spośród mnóstwa przykładów, chciałbym w tym miejscu przypomnieć jedną postać, do której mam szczególne nabożeństwo. To Święta Joanna Beretta Molla, włoska lekarka z minionego wieku, kanonizowana przez świętego Jana Pawła II w 2004 roku. W młodości marzyła o wyjeździe do Brazylii, gdzie chciała wspomóc swego brata misjonarza i leczyć miejscową ludność, względy zdrowotne nie pozwoliły jej jednak na realizację tych planów. Wyszła za 43-letniego Piotra Molla, inżyniera, zamożnego fabrykanta. Urodziła mu trójkę dzieci, a ich małżeństwo było wzorem miłości i powierzaniem Bogu nawet najmniejszych, codziennych spraw. Co ciekawe bliscy Joanny często wspominają, że nie była bynajmniej żadną zahukaną kurą domową, lecz elegancką, zadbaną niewiastą. Ponoć do dziś rodzina przechowuje ówczesne paryskie żurnale, jako pamiątkę po niej. W 1961 roku przyszła święta po raz czwarty zaszła w ciążę. Tym razem jednak okazało się, że jej życiu zagraża nowotwór. Uparcie jednak odmawiała dokonania przerwania ciąży, czyli zabicia swego najmłodszego dziecka, do czego namawiali ją lekarze. Ostatecznie dziecko urodziło się zdrowe, matka zaś zmarła tydzień później. Była przekonana, że jej obowiązkiem, tak jako matki, jak i jako lekarza, jest oddać życie za to niewinne, ukochane maleństwo. Dziś jest ono dorosłą niewiastą, która ledwie kilka dni temu odwiedziła Polskę, świadcząc na rzecz całkowitej ochrony życia. Jak potrzeba nam dziś takich wzorów, tak w życiu prywatnym, lecz również i publicznym. Wszak i Męka Naszego Pana rozgrywała się na oczach całej lokalnej społeczności i była uwikłana w ówczesny kontekst polityczny. Z pewnością prawo nie może nikomu nakazać miłości, miłość musi być osobistym wyborem, może jednak a nawet powinno zakazywać nienawiści, a przynajmniej aktów nienawiści wobec drugiego. Prawo nie zmusi matki by kochała dziecka, może jednak jej to umożliwić choć przez to, że zakaże jej zabicia go, jak duże, małe, ładne, brzydkie, grzeczne czy nieznośne by nie było.

Czy więc Krzyż wzywa nas do walki? Czy może być bronią? Tak. Można rzec, że niejako w warstwie symbolicznej istotą całej duchowości rycerskiej było to, że miecz to Krzyż. Oglądałem jakiś czas temu film, będący niby zeuropeizowaną i kręconą w Czechach wersją japońskiej legendy, lecz jako że być może z powodu zaangażowania koreańskiego reżysera przedsięwzięcie to poniosło klęskę już przy próbie odtworzenia najbardziej elementarnych cech Okcydentu – mianowicie miecze nie maja tam jelców, a zatem nie mają kształtu krzyża. Chrystus mówi, i to skądinąd tuż przed Męką „Ale teraz, kto ma mieszek, niech weźmie, także i taistrę: a kto nie ma, niech przeda płaszcz swój, a kupi miecz” (Łk 22, 36). Każdy z nas jest obowiązany wziąć tak swój miecz jak i krzyż. Wszak jedno i drugie służy do tego samego – do zadawania ran złu. Walkę ze złem, ten najsłodszy trud, zaczyna się wszakże w sobie.

Brałem niedawno udział w pewnym wydarzeniu, gdzie obecni byli również amerykańscy protestanci. Co rano wykonywali swoje pieśni, uznając to za swego rodzaju nabożeństwo. Muszę przyznać, że imponowali mi swoją żywą i szczerą wiarą. Uważam, że dla wielu katolików, w tym mnie, mogliby być wzorem, nie tyle do naśladowania, co do refleksji i inspiracją by znaleźć sposób jak godnie wyrażać swą miłość do Boga w codzienności. Po kilku dniach odczułem jednak wyraźnie pewien brak. Otóż wszystkie te piosenki były niejako o tym samym – o tym że Bóg nas kocha, innymi słowy – „Jesus loves you”. Jakkolwiek jest to prawda, to problem objawił się w tym, że żadna z tych piosenek nie umiała ukazać istoty tej miłości. Większość odnosiła się  do Zmartwychwstania, niektóre, owszem, wspominały o Męce, ale niejako na marginesie, jako o czymś już nieważnym ze względu na odkupienie. A przecież Zmartwychwstanie nie unieważniło Męki, wręcz przeciwnie, dopełniło ją. Chrystus realnie cierpiał, gdy go biczowano, gdy nakładano Nań koronę cierniową, gdy dźwigał Krzyż i gdy na nim konał. Dał nam wielką łaskę możliwości współcierpienia z nim w każdej Mszy Świętej, w każdej spowiedzi, w rozważaniu Męki Pańskiej. Misterium wiary jest dużo bogatsze, niż tylko radosne okrzyki z okazji Zmartwychwstania. Zwłaszcza że ostatni dzień tamtego pobytu wypadł w Wielki Czwartek, co dla tych którzy nie poszli na katolicka mszę nie było chyba wcale odczuwalne.

Podsumowując nie wolno zapominać o Krzyżu w żaden dzień. Wręcz przeciwnie – pamięć o nim winna być dla nas źródłem siły i motywacją, jako świadectwo nieskończonej miłości. Oraz wezwaniem, by zawsze i wszędzie służyć Bożej Miłości. Czy jestem gotowy, by wziąć mój Krzyż?

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Fidem ratione#2 – krzyż

  1. Jak już wspomniałem, nieco inaczej rozłożyłbym akcenty, w tym sensie, że określenie Zmartwychwstania „dopełnieniem” Męki jest w moim odczuciu nieco deprecjonujące dla tego pierwszego. Owszem, już Męka – jak to ofiara zresztą – przebłagała Boży gniew, ale znowu – to Zmartwychwstanie okazało Bożą łaskę. Były to dwa zjawiska równoważne, Zmartwychwstania nie byłoby bez Męki, ale Męka bez Zmartwychwstania nie miałaby sensu. Gdyby zaś Zmartwychwstanie miało być dopełnieniem, to znaczyłoby, że Męka mogłaby się obejść bez niego – wiemy, że było inaczej, z tekstu też to wynika (nawet explicite), więc tym bardziej takie określenie – przynajmniej mnie – kłuje w oczy.

    Oczywiście nie negując tego, że to miłość spowodowała, że Bóg dał siebie samego na odpuszczenie grzechów ludzkości, warto by też wspomnieć, że grzech człowieka odwrócić mogła tylko ofiara z człowieka, a pamiętamy ze Starego Testamentu, że w ofierze można było składać tylko „czyste” zwierzęta; stąd musiała to być ofiara człowieka bez grzechu, a ponieważ taki nie mógłby istnieć, to Bóg musiał wydać siebie samego.

    I jeszcze na koniec zahaczę o tych protestantów – zastanawia mnie ich denominacja, ponieważ konfesje „starej” reformacji bardzo uroczyście celebrują Triduum, ze szczególnym uwzględnieniem kalwinów – a przecież „nowa” reformacja była częstokroć powrotem do Kalwina właśnie. Dziwne…

    Polubienie

    1. Czyż słowo „dopełnienie” nie znaczy właśnie tego, co napisałeś, czyli że „Męka bez Zmartwychwstania nie miałaby sensu”? Jeśli coś wymaga dopełnienia, to znaczy właśnie że jest niepełne, niekompletne, że musi być coś jeszcze.
      „Zmartwychwstanie okazało Bożą łaskę” jak napisałem wyżej Boża łaska zaczyna się właśnie w Męce, być może właściwym tedy byłoby stwierdzenie, że „Męka i Zmartwychwstanie okazały Bożą łaskę”, ale Zmartwychwstanie o tyle, o ile bez niego Męka byłaby bez sensu. W sumie rozdzielanie tych wydarzeń samo w sobie poniekąd jest bez sensu.
      Co do protestantów – sądzę, że mogli być to baptyści. Swoją drogą we wspomnianej piosence pada właśnie użyty przez Ciebie zwrot „Męka […] przebłagała Boży gniew”. Szczerze powiedziawszy zwrot taki budzi mój niepokój. Jest on raczej charakterystyczny dla myślenia starotestamentowego, a może wręcz pogańskiego. Oznaczałoby to bowiem, że jest jakiś zły Bóg, który się gniewa i zsyła zło na swe stworzenie i którego trzeba ubłagać, czyli po prostu przekupić by przestał. Uważam, że to myślenie, jakkolwiek wydaje się pasować do protestanckiej doktryny o jednorazowości odkupienia w Ofierze, jest sprzeczne z Wiarą Katolicką i Istotą Boga, którą jest właśnie miłość. To człowiek się odwrócił od Boga, to człowiek czyni zło, nie Bóg. Żaden człowiek nie jest predestynowany do potępienia (ani zbawienia oczywiście). Wcielenie i Męka były decyzją tak Ojca jak i Syna. Czyż Bóg mógłby działać wbrew sobie?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s