Mt 21

A gdy się przybliżali ku Jeruzalem, i przyszli do Bethphage, do góry oliwnéj, tedy Jezus posłał dwu uczniów, Mówiąc im: Idźcie do miasteczka, które jest przeciwko wam, a natychmiast najdziecie oślicę uwiązaną i oślę z nią; odwiążcie i przywiedźcie mi. A jeźliby wam kto co rzekł, powiedzcie, iż Pan ich potrzebuje: a zarazem puści je. A to się wszystko stało, aby się wypełniło, co jest powiedziano przez proroka mówiącego: Powiedzcie córce Syońskiéj: Oto król twój idzie tobie cichy, siedzący na oślicy i na oślęciu, synu podjarzemnéj. Szedłszy tedy uczniowie, uczynili, jako im rozkazał Jezus. I przywiedli oślicę i oślę i włożyli na nie odzienia swoje, a jego wsadzili na nie. A rzesza bardzo wielka słali szaty swoje na drodze, a drudzy obcinali gałązki z drzew i na drodze słali. A rzesze, które uprzedzały, i które pozad szły, wołały mówiąc: Hosanna synowi Dawidowemu! błogosławiony, który idzie w imię Pańskie. Hosanna na wysokościach! 10 A gdy wjechał do Jeruzalem, wzruszyło się wszystko miasto, mówiąc: Któż to jest? 11 A lud mówił: Ten jest Jezus prorok, z Nazareth Galilejskiego.

Jakże często i łacno zapominamy o powyższym fragmencie, przysłoniętym nieco ledwie późniejszym cieniem Krzyża i Światłem Zmartwychwstania. W tym kontekście łatwo nam interpretować to wydarzenie jako li tylko wyraz obłudy żydów, którzy dopiero co kłaniali się Panu, by pięć dni później go lżyć i opluwać. Nawet jeśli uznamy, że to my tak naprawdę bywamy, czy może po prostu często jesteśmy jako ci żydzi, to i tak nie odczytujemy całej głębi tego fragmentu. A jest on owszem przestrogą, ale też i… wzorem.

Wzorem – bo w tej scenie widać właśnie nasze powołanie w Chrystusie. „Gotujcie drogę Pańską, czyńcie proste ścieżki jego.” – jak za prorokiem Izajaszem nawoływał Jan Chrzciciel. To właśnie oznacza słanie przez rzeszę szat na drodze Pana. Podobnie tłumy idące przed orszakiem, głosząc chwałę Syna Dawidowego, czyniły właśnie to, do czego zobowiązał nas Chrystus słowami „I mówił im: Idąc na wszystek świat, opowiadajcie Ewangelią wszemu stworzeniu.” (Mk 16, 15). To jest prawdziwy wzór społeczności chrześcijańskiej, głoszącej publicznie (!) Chwałę Bożą, z całego serca i całej możności. Tym bardziej trzeba się strzec łatwej pokusy dezawuowania tego wzoru. Chrystus na osiołku objawia swoją Królewską Godność pełną ujmującej pokory, nic nie umniejszającej jego majestatowi, lecz jeszcze bardziej go potęgującej. To wszystko dobitnie pokazuje nam, że nie można w zgodzie z objawieniem ograniczyć swej służby Bogu tylko do stricte osobistych, wewnętrznych i ukrytych przeżyć.

Dopiero w powyższym kontekście możemy w pełni zrozumieć drugą stronę tego wydarzenia – czemu jest ono zarazem przestrogą. W powszechnej percepcji, to mieszkańcy Jerozolimy mieli witać Chrystusa gałązkami palmowymi. Dokładna lektura fragmentu pokazuje jednak, że nie tak było. Dopiero gdy orszak dotarł do miasta, jego mieszkańcy zaciekawili się nim. Czy byli świadomi z kim mają do czynienia? Raczej nie. Ot, była to dla nich kolejna atrakcja, o której pięć dni później już nikt nie pamiętał. W tym właśnie leży istota przestrogi i nauki, jaka dla nas stąd wypływa. Jaka? Otóż taka, że prawdziwe nawrócenie i służba Bogu zaczyna się w sercu. Mieszkańcy Jerozolimy z wielkim zaciekawieniem przyglądali się nowemu przybyszowi, ale nie przyjęli go jako swojego Pana. Wszelkie względy, jakie być może mu wtedy okazali, były nic nie warte, skoro nie poddali mu swego życia, nie uznali go swym Panem i Królem. Możemy jednak pójść dalej i zapytać, czy ci, którzy szli w  orszaku, oddali Chrystusowi swoje serca? To, jak nazywają Chrystusa (Prorok z Nazarethu), może świadczyć o tym, że faktycznie go nie poznali (więcej na ten temat niżej), jak również fakt, że nie potrafili przekazać Dobrej Nowiny o nim Jerozolimie. Nie każdy, który mi mówi: Panie, Panie! wnidzie do królestwa niebieskiego; ale który czyni wolą Ojca mego, który jest w niebiesiech, ten wnidzie do królestwa niebieskiego. (Mt 7, 21). Także i wiara, jeźliby nie miała uczynków, martwa jest sama w sobie. (Jk 2, 17). Święty Ignacy Loyola mówił: Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła. Naszym powołaniem jest nie tylko głosić Królestwo Boże, lecz i czynić to mądrze i skutecznie, stosownie do swojego stanu, możności i powołania. Każdy, kto tego nie czyni, nie tylko popełnia herezję luterańską, lecz zachowuje się wprost jak ten, komu powierzono jeden talent (w przypowieści o talentach) i tak też skończy. Owszem, przed Krzyżem nawet apostołowie nie znali istoty posłannictwa Chrystusa, my jednak nie możemy się zasłaniać tą niewiedzą (pisałem na temat znaczenia tego aktu tutaj). W tym też aspekcie Niedzieli Palmowej jeszcze bardziej widać istotę powołania chrześcijańskiego.

Poza tym – z tej historii płynie dla nas jeszcze jedna pociecha. Nawet, jeśli w danej chwili nie staniemy na wysokości zadania, to Bóg zawsze oczekuje naszego nawrócenia i powrotu na jego służbę. Ostatecznie, jak już pisałem, nasz rozum nie jest czymś, co objawia nam całą prawdę od razu, niczym jakiś rytuał wprowadzający w kolejny krąg wtajemniczenia, lecz wymaga ciągłego trudu, walki i pracy przybliżającej nas do Boga. Bóg zresztą sam daje nam czas, byśmy się doń przygotowali, o czym szerzej niżej.

***

Ten splot powinności wewnętrznych i zewnętrznych, osobistych i publicznych, jakie zawiera się w chrześcijańskiej zasadzie miłości, jest czymś zupełnie wyjątkowym. Nie można pomyśleć innego systemu, w którym wszystkie prawdy tak ściśle wynikały by z najwyższej zasady i prowadziły do ostatecznego celu – szczęścia wiecznego. Bo też i tylko nasz Bóg – jedyny prawdziwy Bóg – objawił nam się w pełni. W żadnej innej religii bóstwo nie staje się zarazem Bogiem i człowiekiem. Chrystus nie jest wcieleniem, awatarem, herosem-półbogiem-półczłowiekiem, bóstwem przybierającym ludzką postać lecz właśnie Bogiem i człowiekiem – dwoma naturami w jednej osobie. 13 A przyszedł Jezus w strony Cezarejéj Philippowéj i pytał uczniów swoich, mówiąc: Czem mienią być ludzie Syna człowieczego? 14 A oni rzekli: Jedni Janem Chrzcicielem, a drudzy Eliaszem, a insi Jeremiaszem, albo jednym z proroków. 15 Rzekł im Jezus: A wy kim mię być powiadacie? 16 Odpowiadając Symon Piotr, rzekł: Tyś jest Chrystus, Syn Boga żywego. (Mt 16). Prawda ta, zupełnie niezrozumiała dla współczesnych Jezusowi, jest podstawą naszej wiary. Tym samym chrześcijaństwo ma całkowicie rewolucyjny charakter. Zupełnie zmienia percepcję Starego Testamentu, ale też i zmienia całą percepcję struktury społecznej, w tym roli władzy – od tej pory nie pycha i panowanie, a pokora i służba stają się jej istotą. Przede wszystkim zmienia jednak percepcję celu naszego życia, otworzywszy drogę do zbawienia. W tym może właśnie zawiera się największa bezbożność i heterodoksja wszystkich późniejszych rewolucji – protestanckiej, francuskiej, komunistycznej i tak dalej – w podszywaniu się pod prawdziwą i jedyną rewolucję Syna Bożego Jezusa Chrystusa, mamiąc ludzi nowymi sensami i nowymi drogami do zbawienia. Zarazem jednak są one wszystkie istotowo różne od Chrześcijaństwa. Mimo całej przełomowości i radykalizmu, Ewangelia nie jest wywrotowa! Chrystus, tuż po tym, jak powie Wy jesteście światłość świata. mówi 16 Tak niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli uczynki wasze dobre i chwalili Ojca waszego, który jest w niebiesiech. 17 Nie mniemajcie, abym przyszedł rozwięzować zakon albo proroki. Nie przyszedłem rozwięzować, ale wypełnić. 18 Zaprawdę bowiem powiadam wam: Aż przeminie niebo i ziemia, jedno jota, albo jedna kreska nie odmieni się w zakonie, aż się wszystko stanie. Chrystus nie jest wyzwolicielem, nie przyszedł dokonać przewrotu społecznego. Wręcz przeciwnie. Przyszedł napełnić nasze społeczeństwo zasadą miłości. Nie wyzwala nas z okowów zewnętrznych, nie przyszedł budzić naszą wewnętrzną moc, tłamszoną prze opresyjne normy społeczne, a wiodąca do gnostyckiego samozbawienia. Przeciwnie – przyszedł wyzwolić nas z tego co niewoli nas wewnętrznie – z okowów grzechu, a zostawił nam wzór tego, by wziąć na siebie jarzmo, by oddać się w niewolę służby Bogu i bliźniemu.

Wiele znanych mi osób o poglądach skrajnie prawicowych (oczywiście w znaczeniu -tradycjonalistycznych, nie faszystowskich) inaczej jednak widzi istotę powołania chrześcijańskiego. Wychodząc od drugiego listu Świętego Pawła do Tesaloniczan, głoszą oni, że rolą Kościoła jest bycie tym, który powstrzymuje (greckie „katechon”) nadejście Antychrysta. Jak to się jednak ma właśnie do istoty posłannictwa chrześcijańskiego? Czy jest to przybliżanie królestwa, „gotowanie drogi Pańskiej”, czy może wręcz przeciwnie – blokowaniem tej drogi? Czyż nie jest to służenie w pierwszej kolejności dziełom ludzkim – „cywilizacji”, „hierarchii”, „porządkowi” i innym tego typu koniecznym i pożytecznym, ale jednak tylko narzędziom Opatrzności, których nie sposób po Wcieleniu odczytywać inaczej jak w świetle Bożej miłości i ofiary?

Rozmawiałem niedawno z pewnym bliskim mi kolegą. Stwierdził on, że właśnie w powyższym fragmencie listu do Tesaloniczan zawiera się istota chrześcijańskiej myśli politycznej. Z takim podejściem nie mogę się zgodzić z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze – odczytywanie Listów Świętego Pawła abstrahując od kontekstu ewangelicznego, jakkolwiek są one przecież natchnione, to jak stawianie wyżej ucznia niż mistrza. A przecież  Nie jest uczeń nad mistrza, ani sługa nad pana swego (Mt 10, 24). Po drugie, wnioski wyciągane ze wspomnianego fragmentu listu… nie znajdują oparcia w tekście. Niech was nikt nie zwodzi żadnym sposobem; albowiem nie przyjdzie, jeźli pierwéj nie przyjdzie odstąpienie, i będzie objawion człowiek grzechu, syn zatracenia. Który się sprzeciwia i wynosi się nad to wszystko, co zowią Bogiem, albo co chwalą: tak że usiędzie w kościele Bożym, okazując się, jakoby był Bogiem. Nie pamiętacie, iż gdym jeszcze u was był, tom wam powiadał? A teraz wiecie, co zatrzymawa, aby był objawion czasu swego. Albowiem się już sprawuje tajemnica nieprawości, tylko aby ten, który trzyma teraz, dzierżał, aż odjęt będzie z pośrodku. (2 Tes 2). Paweł, ani tym bardziej Chrystus, nie daje Tesaloniczanom, ani w ogóle Kościołowi zadania powstrzymywania. Wręcz przeciwnie – tłumaczy im, czemu ponowne przyjście Chrystusa się opóźnia. To paruzja jest naszym celem i przeznaczeniem, a nie walka z Antychrystem. Walka ta ma sens o tyle, o ile prowadzi do królestwa Bożego, a nie ma chronić stan obecny – stan przecież grzeszny. Czemu więc Bóg odwleka to ostateczne starcie i odkupienie? Można tu tylko dywagować, ale sądzę, że odpowiedzi na to możemy szukać właśnie w… nauce, jaka płynie z historii Niedzieli Palmowej. Bóg odwleka, powstrzymuje nadejście Antychrysta, by przygotować nas na nie, czy może raczej – byśmy, praktykując cnoty zgodnie z radą naszego rozumu, byli nań przygotowani. Czujcież tedy; bo nie wiecie dnia ani godziny. (Mt 25, 13) Niech będą przepasane biodra wasze i pochodnie gorejące w rękach waszych. (Łk 12, 35). Zresztą nie trzeba dożyć czasów ostatecznych, by nauki te były aktualne. Wszakże książę tego świata już działa, choć jeszcze nie w pełni. Każdy człowiek ma do stoczenia w swoim życiu jakąś decydującą walkę, choćby marginalną w oczach ludzkości. Do niej też trzeba być przygotowanym i temu też ma służyć katolickie społeczeństwo – zapewnić warunki do przygotowania się do tej walki, której stawką jest przecież zbawienie. To coś znacznie większego, niż tylko „powstrzymanie”. To wezwanie do rewolucji, ale nie rewolucji chaosu i namiętności, wręcz przeciwnie – (kontr)rewolucji porządku i dyscypliny, wolności wewnętrznej i służby zewnętrznej. Pomijając zresztą wszystko inne – dywagacje o tym, kto miałby być tym „katechonem”, zwłaszcza gdyby był to śmiertelny człowiek lub grupa ludzi (co już brzmi bluźnierczo – jeśli ktoś sprawuje władzę nad szatanem, to tylko Bóg, no ewentualnie, pośrednio, Najświętsza Maria Panna, której wszakże się on panicznie boi), jest roszczeniem sobie wiedzy, należącej wyłącznie do Boga. Wiedzy, kiedy nastąpi koniec czasów. A o dniu onym, albo godzinie żaden nie wie, ani Aniołowie w niebie, ani Syn, jedno Ojciec (Mt 13, 32). Czyż nie jest pychą i bałwochwalstwem tedy uzurpowanie sobie takiej wiedzy, czynienie desygnatem jej treści tworów czysto ludzkich i podnoszenie tego wszystkiego do rangi najwyższej zasady?

Chrześcijaństwo nie jest jakimś tam porządkiem, którego trzeba bronić (a obrona ta zresztą też musiałaby w takim kontekście, idąc za Edmundem Burkiem, polegać na minimalizowaniu strat i dbaniu o to, by następowały one w sposób łagodny). To przekaz absolutnie wyjątkowy i całkowicie rewolucyjny, przy czym jest to rewolucja, która wywracając wszystko wewnątrz, nie wywraca niczego na zewnątrz. Jest to zarazem całkowita odnowa, jak i całkowita ciągłość. W tym też ukazuje się wyjątkowość Chrześcijaństwa i ta Boska tajemnica – jak to się dzieje, że Chrystus nie zmieniając nic, zmienia wszystko? Czegóż jednak innego spodziewać się po Bogu, który będąc jednością, objawia się w wielości Trójcy?

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Fidem ratione#3 – rewolucyjność posłannictwa chrześcijańskiego

  1. Dziękuję za ten bardzo dobry tekst. Według interpretacji, którą słyszałem, a która jest dla mnie przekonująca, katechonem, który powstrzymuje Boży gniew, jest właśnie Najświętsza Maryja Panna. Raczej nie słyszałem, aby Kościół miał pełnić taką rolę. Gdy mowa o Kontrrewolucji, wydaje mi się, że chodzi właśnie o walkę z siłami wrogimi Kościołowi, a tym samym Panu Bogu oraz przywracanie chrześcijańskiego porządku na świecie (a nie powstrzymywanie słusznej kary za grzechy). Każdy z nas powinien troszczyć się przede wszystkim o porządek we własnym wnętrzu, w drugiej kolejności w swoim otoczeniu, a następnie, będąc wewnątrz Kościoła, przyczyniać się do zmieniania świata. Tak bym to widział.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s