Tak oto nasz blog wraca do publikowania po nieplanowanej przerwie i to w niebanalnym stylu – chciałbym bowiem zaprezentować wpis pewnej bardzo drogiej i bliskiej mi osoby, pewnej niewiasty, która uczyniła mi bardzo wiele dobrego i to od samego początku naszej niezwykłej znajomości. Postanowiłem podzielić się z Wami tym dobrem i zaprezentować Wam Jej pierwszy wpis na tym blogu i wierzę, że nie ostatni!

Kiedyś myślałam, że żeby znaleźć sobie dobrego męża, człowieka wielkiego serca i wielkiej mądrości, sama muszę stawać się jak najlepsza. Szkolić się w cnotach, kształtować piękne postawy życiowe, budować moją przyjaźń z Bogiem i przekazywać ją innym, czytać mądre książki, mieć rozległe zainteresowania, uczyć i rozwijać się chętnie. Taki był mój ideał kobiety, to wyniosłam z domu. W miarę lektury kolejnych książek i artykułów o miłości i małżeństwie (również tych napisanych przez protestantów, bo chociaż heretycy, to relacje między ludźmi rozumieją właściwie) rozwijałam swoją kobiecość przez odkrywanie własnej wartości i piękna kobiecego serca. Zainteresowałam się tematyką czystości i ratowaniem się ze zniewolenia pornografią. A potem… Pojawiłam się w „katolickim” Internecie. I cały mój świat się załamał. Zobaczyłam, że dla wielu tak zwanych „tradsów” mądrość kobiety w ogóle się nie liczy – w zasadzie to wystarczy, by ona nosiła spódnice i zachęcała inne kobiety do noszenia spódnic. Pozostałe cechy, oczywiście wszystkie ultrapozytywne, mężczyźni sobie sami dopowiedzą. Dlaczego tak jest? Zapewne z pewnego znudzenia emanowania nagością i potrzeby działania kontrrewolucyjnego (Jednak dlaczego ci sami mężczyźni, którzy krzyczą, że kobiety mają nosić tylko skromne spódnice, z taką lubością oglądają prostytutki oddające się coraz to nowym mężczyznom w „Grze o Tron”?). Wszystko wspaniale, tylko… Aby dać opór złu, musimy zniszczyć je od środka, a nie od zewnątrz. Pobożność i przemiana serca prowadzą do zmiany ubioru na bardziej skromny. Zmiana ubioru na bardziej skromny niczemu nie prowadzi do przemiany serca i wzrostu pobożności (zawsze są to jakieś inne czynniki i procesy – jeżeli ateistka ubierze spódnicę, to pozostanie ateistką). Nakrywanie głowy, na przykład mantylką, wywołuje wzrost pobożności, ale tylko wtedy, gdy już wcześniej będzie do tego jakiś zaczyn w sercu kobiety. Ale niewiele z pań mówi o zakrywaniu głowy i szacunku do miejsc świętych… Wszędzie spódnica, strojenie się, spódnica, dopasowanie kroju do sylwetki… Kobiety! Wy same siebie ogłupiacie!

            Ilekroć przeglądam „katolickie” blogi i strony o spódnicach, tyle razy mam wrażenie, że to sztuka dla sztuki. Czytałam również artykuł na ten temat w pewnym kontrrewolucyjnym piśmie i byłam zażenowana. To wszystko nie tak powinno wyglądać. Nasze działania jako wspólnoty chrześcijańskiej powinny opierać się na przywróceniu kobietom poczucia ich wartości, pokazania ich wewnętrznego piękna w Bożym świetle. Następnie, w sercach kobiet powinno się wpajać piękną i tradycyjną relację z Bogiem, pokazując ich pełne godności miejsce w rodzinie i świecie. Dopiero wtedy można mówić cokolwiek o stroju – ale jedynie w kontekście czegoś, co podkreśla godność kobiety, szacunek do miejsc świętych itd. Gwarantuję, że jeżeli kobieta jest nawrócona, to skromny strój będzie dla niej oczywistością. Mówienie o wyglądzie, stylach, krojach, co pogrubia, a co skraca nogi… to jest pustka i robienie wody z mózgów. Jeżeli kobieta się tym interesuje, to ma prawo (jeżeli nie jest to dla niej pokusa do grzechu pychy) – ale po co łączyć to z naszą wiarą, skoro jest to sfera profanum?

            Kobieta nie potrzebuje artykułów wyjaśniających jej w punktach dlaczego ma nosić spódnicę. Ona musi wiedzieć, że jest piękna, że jest kochana (również przez Boga), że ma niezbywalną godność, że wzbudza podziw (a nie, że będzie wzbudzać pod warunkiem ubrania spódnicy). Dzięki temu nie tylko będzie chciała dawać światu dobro i miłość, ale będzie też chciała wyglądać tak, jak skromna dama. Ba – nawet nie przyjdą jej do głowy żadne z tych rzeczy, o które mężczyźni mają zazwyczaj najwięcej pretensji – czyli brak szacunku, przejmowanie męskich ról… To wszystko jest bardzo proste.

            Błagam więc – dość głupiego i naiwnego promowania ubioru zamiast odnowy chrześcijańskich obyczajów i serc. Dość wartościowania ludzi na podstawie ich ubioru (wbrew temu, co wygłosiła kiedyś administratorka chyba najbardziej poczytnej strony o spódnicach, każdy człowiek zasługuje na szacunek niezależnie jak się ubiera). Dość zakrzykiwania kobiet tym, że spodnie są złe, zamiast wzmacniania ich cnót. Dość wpędzania kobiet w dalsze kompleksy (co niszczy prawdziwy obraz człowieka w sercu i jest źródłem grzechu) zamiast pokazywania, że najważniejsze jest piękne serce. Bazujmy na szacunku, nie na deprecjonowaniu innych. Na miłości, nie na niechęci. Na łasce Bożej i na wierze, że to On poprowadzi wszystko najlepiej.

            O stroje nie warto walczyć, bo przy przemianie serca człowieka Bóg sam go naprowadzi na skromność. Myślę, że z naszych ludzkich spraw ważniejszy jest problem formacji intelektualnej kobiet. Po wejściu na wiele stron prowadzonych przez kobiety można… przynajmniej mocno się zdziwić. Teksty wewnętrznie niespójne, zdania bezsensowne logicznie jak i nie mające przełożenia w życiu, często naszpikowane zbędnymi emocjami i przez to przybierające oskarżycielski albo paniczny ton. Każdy z nas może przywołać w swojej głowie przykład takiego tekstu (albo pięćset przykładów). Czego jest to oznaką? Według mnie braku dojrzałości i wzrastania, zatrzymania się na niemądrych czytadłach, zamiast dzieł pisanych pięknym językiem. W katolickiej odnowie obyczajów nie można zapomnieć o tym, że kobietę niemądrą łatwiej dziś będzie przeciągnąć na złą stronę, omamić. Że kobieta musi mieć argumenty na poparcie swoich przekonań i umieć mądrze odpowiadać. A mądrze, to znaczy rozważnie i z nakierowaniem na dobro rozmówcy.

            Kobieto! Pamiętaj, że Bóg dał Ci talenty, które musisz rozwijać. Dał Ci rozum, o który musisz dbać. Powiększaj swoją wiedzę, rozwijaj wiarę, a zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję (również dotyczącą wejścia w działalność publiczną), mierz siły na zamiary. Nie każdy jest stworzony do ewangelizacji słowem lub przekonywania innych, a może wręcz zrobić dużo złego biorąc się za to (ja na długi czas zbłądziłam pod wpływem różnych nierozsądnych treści, a powrót do normalności nie był łatwy). Zastanów się, jakie masz talenty i jak możesz je wykorzystywać w życiu. To również jest ważny element stania w prawdzie i świadomości swojej godności i swojego piękna. Możesz zdziałać dużo dobra, ale musisz dobrze rozpoznać swoje umiejętności. I ufać Bogu.

            To, co napisałam tutaj, nie oddaje nawet w jednym procencie bólu, który towarzyszy mi podczas patrzenia na zagubiony katolicki świat. Rozczarowania, które czuję, widzę, gdy mężczyźni poklaskują paniom słynącym z wypowiedzi typu „jak mi zimno to nakładam jedną kieckę na drugą kieckę”, albo „skromność = sztuka, skromność = niewybredność” (matematykę na poziomie gimnazjalnym każdy czytelnik, mam nadzieję, zdał i wie, że paradoksalnie sztuka ma niewiele wspólnego z niewybrednością), a krytykują i mieszają z błotem niewiasty mądre, oczytane, o pięknym sercu, które czasem, gdy coś boli, wolą ubrać spodnie (niestety, byłam tego świadkiem). Kościół, rozumiany jako wspólnota ludzi wierzących, oszalał i szuka pozornego dobra zamiast tego prawdziwego. A dążenie do tego prawdziwego dobra, do zbawienia, nie osadza się w „walkach o spódnice”, ale w walce o wiarę i prawdziwą mądrość.

Reklamy

15 uwag do wpisu “Fides Feminae #1 – „O szaleństwie, stanie kobiety katolickiej i o tym, dlaczego Wasze wysiłki są nakierowane w złą stronę”

  1. Ok, zgadzam się co do tego:
    1) pobożność wynika z serca, nie ze stroju
    2) godność ma każdy niezależnie od tego jak się ubiera

    Nie mogę się zgodzić co do tego, że dopasowywanie stroju do sylwetki jest ogłupiające i puste. Jeśli w ten sposób patrzysz na tego rodzaju sferę w życiu kobiety, jak i mężczyzny – bo piękno kobiet zwraca uwagę mężczyzn – to znaczy, że opierasz się na przekonaniu, że piękno zewnętrzne nie powinno współgrać z pięknem wewnętrznym. Sądzę, że kobieta powinna dbać o piękno zewnętrzne, które ma odzwierciedlać jej piękno wewnętrzne – tego dotyczy również sztuka ubierania się. I masz tutaj zachowany ten porządek od wewnętrznego do zewnętrznego, tak jak napisałaś. Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. [autor bloga, nie tekstu]
      Zasadniczo zgadzam się, o ile dbanie o piękno faktycznie jest dbaniem o piękno – czyli służy wywoływaniu reakcji uczuciowej wiodącej do kontemplacji Bożego Świata i w konsekwencji pobudza do czynów miłości Boga i bliźniego.
      Nie mogę się jednak zgodzić, jeśli rozumiemy pod tym uleganie modom lub staranie o „zwracanie uwagi mężczyzn” (w przeciwieństwie do motywowania mężczyzn do dobrych czynów – to pierwsze zakłada przedmiotowość kobiety i może wieść do grzechu próżności a w skrajnych wypadkach nieczystości, to drugie podmiotowość i wzrastanie w cnocie własnej i cudzej), na przykład gdy wyraża się to w mądrościach „nie masz ładnych nóg to je pokazuj” albo „do tiulu tylko szpilki”.

      Polubienie

    2. Szanowna Pani,
      Mam takiego pecha, że wyglądam dobrze w każdym stroju poza strojem nieskromnym i kusym. Nie uważam, by technika ubierania była podstawą mojego piękna zewnętrznego. Po prostu zbyt kocham i szanuję siebie by tak myśleć. Strój może podkreślać piękno, ale nie powinien być pretekstem do myślenia o ciele jako o czymś, czego „mankamenty” należy tuszować. Rezygnacja z komedii, jaką jest ubieranie się pod figurę, pozwala mi widzieć, że jestem piękna. Pozdrawiam.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Całkowicie się zgadzam! O ile początki odkrywania przeze mnie tradycjonalizmu były wyjątkowe i naprawdę zachwyciłam się prawdą płynącą z tej duchowości, podejścia do liturgii itd., o tyle gdy natrafiłam na sferę odnoszącą się do promowania konkretnych strojów, a także nauki (ale tę kwestię zostawiam, bo to kompletnie inny temat), to mój entuzjazm znacząco ostygł. Pomijam fakt, że w ogóle nie rozumiem nagonki na kobiece spodnie (od zawsze stanowiły one dla mnie normalną część garderoby i akurat spory w tej kwestii są całkowitą abstrakcją). Jednak sam sposób wypowiedzi i podejście do kobiet (czasami prezentowane przez same kobiety) wzbudzały we mnie przerażenie. Traktowanie przedstawicielek naszej płci jako przedmioty, lalki, które należy ubrać w jedyny słuszny sposób, wytykanie „mankamentów” urody (ach, ileż razy pada argument krzywych czy grubych nóg w dyskusji na temat spodni), określanie wartości jedynie w odniesieniu do mężczyzny i jego odczuć względem danej kobiety… Gdzie w tym wszystkim kobieca dusza, wiara, intelekt, mądrość, cnota, odwaga, piękno ducha?

    Polubienie

    1. czy mimo wszystko może Pani wyjaśnić o co chodzi we fragmencie „a także nauki”?
      Nie bardzo to rozumiem.
      Nie podzielam Pani zdania co do spodni, ale to temat na większą rozprawę której samodzielnie raczej nie mam zamiaru podejmować, co najwyżej przy okazji jakiegoś ogólniejszego tematu (pojawia się gdzieś na marginesie tego tekstu – https://ratioetdignitashumanae.wordpress.com/2016/03/29/fidem-ratione1-niewiasty-u-grobu/, swoją drogą go również bardzo polecam).

      Polubienie

      1. Chodziło mi o potępianie wszelkich naukowych teorii, które nie idą za dosłownym odczytaniem początków Księgi Rodzaju. Co jakiś czas widzę posty, które odbierają miano katolików tym osobom, które nie zgadzają się z takim podejściem.
        Zdania mogą być różne i znam przynajmniej część argumentów „drugiej strony”, aczkolwiek nie napotkałam jeszcze na jakikolwiek, który by mnie przekonał co do jej słuszności.

        Polubienie

      2. Hmm, szczerze powiedziawszy nie spotkałem się z takim zjawiskiem, chyba że rozumie Pani jako nie sceptycyzm co do ewolucji międzygatunkowej według teorii neodarwinowskiej.
        Podejście jak powyżej charakteryzuje raczej pewne sekty protestanckie i wynika, jak mniemam, z ichniego odrzucenia racjonalizmu będącego konsekwencją Ockhamowskiego woluntaryzmu. Katolicyzm z zasady jest racjonalistyczny, o czym pisałem zresztą wiele razy na tym Blogu, począwszy od artykułu wstępnego.

        Polubienie

    2. Szanowna Pani, dziękuję za zgodzenie się z wysuniętymi przeze mnie tezami i zdrowy rozsądek w Pani podejściu co do strojów i postrzegania kobiety. Mam w Pani sojuszniczkę!

      Polubienie

  3. Szanowna Pani,

    przeczytałam Pani tekst i miałam po nim wielki niesmak. Wysnuwa Pani wnioski dotykające wszystkie kobiety, które noszą spódnice, sukienki i mantylki na podstawie Internetu i artykułów: „Pojawiłam się w „katolickim” Internecie. I cały mój świat się załamał.”; „Ilekroć przeglądam „katolickie” blogi i strony o spódnicach”; „Czytałam również artykuł na ten temat”; „Po wejściu na wiele stron prowadzonych przez kobiety”. Rozumiem, że w Internecie są różne strony katolickie związane – z ogólnie rzecz ujmując – modą katolicką. Jednak tego problemu, jeżeli już, trzeba szukać w rzeczywistym świecie, przy Duszpasterstwach Tradycji Katolickiej. Tam są kobiety i trzeba z nimi porozmawiać, pobyć z nimi.
    A na koniec dodaje Pani: „To, co napisałam tutaj, nie oddaje nawet w jednym procencie bólu, który towarzyszy mi podczas patrzenia na zagubiony katolicki świat.”. Czy światem katolickim jest Internet i artykuły? To prawda, świat katolicki jest zagubiony, ale jest to świat, który wybiega poza ekran komputera czy książki. Świat katolicki to także ludzie, których trzeba poznać, aby komentować.

    Uczęszczam na Msze w nadzwyczajnym rycie do Duszpasterstwa Tradycji w Białymstoku, znam kobiety stamtąd i zupełnie się z Pani wnioskami – dotyczącymi kobiet ze środowisk tradycyjnych – nie zgadzam. U nich strój jest wyrazem wewnętrznej własnie odnowy, wyrazem odnalezienia w końcu swojej istoty, wartości oraz miejsca na świecie. Nie ma strojenia się dla strojenia się, ani takiego podejścia mężczyzn do kobiet, jakie Pani opisuje w tekście.

    Boli mnie także Pani stwierdzenie: „O stroje nie warto walczyć, bo przy przemianie serca człowieka Bóg sam go naprowadzi na skromność”. Walka o stroje zaczyna się właśnie u kobiety, która się nawraca, zmienia swoje myślenie, odkrywa swoje piękno, a nie wie zbytnio jak się do tego zabrać, bo ma wypaczona definicję „skromności” ( bo do tej pory bezmyślnie małpowała modę). Jeżeli nie będzie walki o stroje ze strony osób, które są świadome spójności wnętrza z wyglądem zewnętrznym i które wcielają to w czyn, to nie będzie przykładu tym dopiero przechodzącym metanoję, tym którzy szukają inspiracji w byciu całością. Wiem ze swojego doświadczenia jak bardzo pomógł mi przykład kobiet z duszpasterstwa w odnalezieniu właściwego ubioru. Przebywając z nimi poznałam także co to skromność – skromność w ruchach, skromność w spojrzeniach, skromność w ubraniu.

    Zapraszam do Duszpasterstwa Tradycji Katolickiej w Białymstoku, z miłą chęcią porozmawiam z Panią na temat istoty, godności i misji kobiety, a także zapoznam Panią z kobietami noszącymi spódnice, sukienki i mantylki.

    PS. Polecam zamiast książek protestantów czytać książki katolickie, oto kilka propozycji:
    – Edyta Stein, „Kobieta.Pytania i refleksje”
    – Marian Pirożyński, „Kształcenie charakteru”
    – Marian Pirożyński, „Panna chrześcijanka”
    – Raoul Plus SI, „W obliczu życia”
    – x. Karol Sthelin, „Istota, godność i misja kobiety”

    Polubione przez 1 osoba

    1. Szanowna Pani!
      Bardzo cieszę się, że w Pani środowisku to wszystko wygląda tak jak Pani opisała. Niestety, nie wszędzie tak jest, wiem to zarówno ja, jak i autorka wpisu. Jestem przekonany, że są jej bliskie te same wartości, zaś martwi ją to, że szereg niewiast, które pretendują do tego, mimo doskonałych warunków (duży zakres oddziaływania w Internecie) nie robi tego, czemu daje wyraz:
      „Ale niewiele z pań mówi o zakrywaniu głowy i szacunku do miejsc świętych… Wszędzie spódnica, strojenie się, spódnica, dopasowanie kroju do sylwetki…”
      Bardzo Pani zazdroszczę, że w Pani środowisku jest inaczej, niż doświadczyłem zarówno ja, jak i autorka. Chętnie ułatwię Paniom kontakt w celu wymiany doświadczeń, na przykład za pomocą Naszej strony na facebooku.

      Polubienie

    2. Szanowna Pani, dziękuję za zaproszenie. Jeżeli kiedyś z niego skorzystam, to z pewnością przybędę incognito, by uniknąć protekcjonalności, na którą sobie Pani, zupełnie bez powodu, pozwoliła.
      Bardzo się cieszę, że ma Pani dobre środowisko. Nie uważa Pani jednak, że jeżeli są środowiska złe, niszczące i niewłaściwe, to należy przed nimi ostrzegać?
      Użyła Pani pewnego słowa klucza, jest nim „przykład”. PRZYKŁAD, a nie agresywna agitacja, po której zanika nie tylko chęć do życia w skromności, ale i wiara. Tak było w moim przypadku. Ja nie miałam dobrego środowiska miłych pań, ja miałam ludzi, którzy pozwalali sobie odbierać mi wartość gdy wyglądałam nie tak, jak sobie życzyli. I z nimi się rozprawiam, a nie z Panią i Pani koleżankami z Białegostoku. Niech Wam Bóg błogosławi, bo działają Panie w dobrej sprawie.
      PS. Sama noszę mantylkę. Myślę, że widząc mnie i to jak się ubieram, bardzo by się Pani zdziwiła i zrozumiała, że nie przeciwko strojom się buntuję.

      Polubione przez 1 osoba

  4. Szanowna Pani,

    być może zbyt żywo skomentowałam wpis, nie chciałam być protekcjonalna, przepraszam jeśli Panią uraziłam. Może wynikło to z tego, że odebrałam tekst bardzo osobiście (mając wrażenie generalizowania) – odnosząc do kobiet i mężczyzn, których znam oraz z niemocy wyobrażenia sobie, że tak może być naprawdę jak Pani i Pan piszą.

    Oczywiście, że trzeba ostrzegać przed takimi środowiskami, jednak z zastrzeżeniem, że nie wszystkie (w tym wypadku) środowiska związane z tradycją katolicką są takie. Rozumiem teraz, że nie miała Pani możliwości bycia w lepszym otoczeniu, dlatego nie ma owego zastrzeżenia.
    Jeśli tylko zmieni Pani zdanie co do przyjazdu incognito, proszę dać znać (mój numer telefonu: 733 450 698), z przyjemnością Panią ugoszczę.

    I Panią niech Bóg błogosławi a Najświętsza Maryja Panna ma w opiece.

    PS. Proszę się nie gniewać i przyjechać do nas, miło nam będzie Panią poznać.

    Polubienie

    1. Dziękuję. I sama przepraszam za swoje emocje – również podskoczyły. Obecnie mieszkam co prawda w Wysokiej Porcie 😉 i byłby to najdroższy telefon mojego życia, ale w październiku wrócę do Warszawy i wtedy będę mogła zastanowić się nad podróżą. Z pewnością poznanie mądrych kobiet będzie budującym doświadczeniem. Zapisuję sobie Pani numer i jeszcze raz dziękuję za zaproszenie.

      Polubione przez 1 osoba

  5. Dziękuję za tekst. Dokładnie tak było u mnie ze skromnością. Najpierw przemiana serca, wzrost pobożności, potem zmiany w stroju.Widzę też, jak wiele kobiet nie pojmuje skromności w sposób duchowy. Zatrzymują się gdzieś na aspekcie estetyki i „prawicowej” mody, co jest bardzo słabym gruntem.Jest to moja pierwsza wizyta na blogu, więc nie wiem czy już był ten temat omawiany, tutaj został lekko poruszony, więc się odniosę, bo mnie osobiście w tradsowskim półświatku boli on najbardziej. Traktowanie kobiet przedmiotowo. Tak właśnie. Nie w sensie seksualnym, a raczej… Na poziomie towarzyskim. Kobiety to kwiatek to ozdoba (o ile ma spódnicę i zasłoniętą głowę oczywiście), ale niech się lepiej nie odzywa, bo przemawiają przez nią same romantyczne sentymenty i emocje, a tradsi są przecież racjonalni. Być może panie w tych kręgach zapracowały sobie na tę opinie, może problemem jest to, że są to środowiska bardzo zmaskulinizowane. Nie wiem z czego to wynika, ale bardzo mnie to boli. Uwielbiam dyskusje na głębokie tematy i debaty światopoglądowe, a w gronie tradycjonalistów czuję się często jak piąte koło u wozu, „bo co Ty tam niunia możesz wiedzieć o polityce/tradycji/Soborze/liturgii” (lista się nie kończy). Mam wrażenie, że wielu panów szuka sobie tam drugiej połówki, która będzie mu zawsze przytakiwać i wpatrywać się weń jak w obraz. Do tego niech będzie mniej inteligentna, ambitna, błyskotliwa i wykształcona. Podejrzewam, że jedynymi wymaganiami będzie mantyla, spódnica i „et cum spiritu tuo”.

    Polubienie

    1. Szanowna Pani!
      Bardzo dziękuję za ten komentarz!
      Co do problemu o którym Pani mówi – owszem, odniosłem się poniekąd tu:
      https://ratioetdignitashumanae.wordpress.com/2016/03/29/fidem-ratione1-niewiasty-u-grobu/

      Osobiście zdecydowanie nie chciałbym żyć z Niewiastą, która by ciągle milczała, nawet przytakująco, ale z taką, z którą mógłbym porozmawiać na tematy poważne, ba, taką, która byłaby wsparciem, pomocą i towarzyszem w tej walce duchowo-intelektualnej!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s