Tym razem recenzja dość nietypowa, bo… albumu muzycznego i to współczesnego. Zapraszam do lektury.

Nigdy nie spodziewałem się, że będę pisał recenzję tego rodzaju muzyki. Ba, nie spodziewałem się, że w ogóle będę jej słuchał. Nawet teraz, gdy postanowiłem napisać tten wpis, musiałem spytać autora, jaki w zasadzie jest to gatunek (odpowiedział „rytmicznie to dubstep, tyle że nie ma aż tak inwazyjnego basu”). Gustuję raczej przede wszystkim w muzyce dawnej, zwłaszcza średniowiecznej (szczególnie polecam Libre Vermell de Montserrat – pieśni maryjne z XIV w. z narodowego sanktuarium Katalonii), choć późniejszą klasyką również nie pogardzę. Zawsze jednak ceniłem też muzykę, można powiedzieć, prawicową, można nawet rzec, patriotyczną (acz niewątpliwie nie był to tak zwany patriotyzm odpustowy czy gimnazjalny, raczej refleksyjny). Dzięki Jackowi Kowalskiemu poznałem Jacka Kaczmarskiego, a dzięki Kaczmarskiemu – Gintrowskiego, zresztą samodzielne płyty tego ostatniego odkryłem… niecały miesiąc przed jego śmiercią. Od razu się zakochałem w muzyce barda ze Stargardu, szczególnie w jego kompozycjach do wierszy Zbigniewa Herberta (ale również do zapomnianego Krzysztofa Marii Szaniawskiego, w tym przepięknej, i jak to zwykle u tego autora, tajemniczej i nie do końca zrozumiałej „Kantyczce [bez ptaka]”, czy kompletnie mi nieznanego Marka Tercza – tu z kolei jakże gorzkie i co gorsza trafne „Jeszcze dzień”). „Potęga smaku” była dla mnie niemal czymś w rodzaju osobistego hymnu. Tak też, w czasie któregoś z licznych odsłuchań „Raportu z oblężonego miasta”, znalazłem to…

Było to niesamowite doznanie. Cierpki głos Herberta połączony z minorową, niepokojącą, rwącą duszę, jakże adekwatną do tekstu muzyką, a wszystko jeszcze wsparte użyciem nagrań archiwalnych z czasów II wojny światowej. Wkrótce przesłuchałem cały album, którego dwa kolejne utwory uważam za arcydzieła: mianowicie „17 IX” (moim zdaniem dużo lepsze od zbyt patetycznej wersji Gintrowskiego z „Trenu”) oraz „Węgrom”. Tak  oto poznałem muzykę Dawida Hallmanna.

Przez długi czas był to jedyny jego album, jaki znałem. W rozmowie z kolegą użyłem nawet zwrotu „czy mówisz o tym Hallmannie od Herbert feat. Hallmann?”. W końcu jednak któregoś razu znalazłem jego profil na facebooku, okazało się że był znajomym znajomego. Ustaliwszy, że faktycznie jest to właśnie ten „Hallmann od Herbert feat. Hallmann” przekazałem mu wyrazy wielkiego uznania, a on w zamian za to, dowiedziawszy się, które jego dzieło przypadło mi aż tak do gustu, polecił analogiczny album poświęcony tym razem… prymasowi Hlondowi.  Ten również od razu mi się spodobał i to tak bardzo, że cytat z jednego z utworów stał się osią jednego z moich wpisów tu, na blogu.

Wkrótce dowiedziałem się też czegoś więcej o samym Dawidzie Hallmannie – że w 2008 nagrał dwa utwory na płytę poświęconą żołnierzom wyklętym (ponoć było to jedno z pierwszych tego typu przedsięwzięć), że w okolicach 2010 przebywał w Dyneburgu (łot. Daugavpils) i próbował organizować Polonię na Łotwie. Dzięki niemu poznałem też kilka zapomnianych, pięknych pieśni głoszących chwałę dawnej Rzeczypospolitej (w tym zwłaszcza „Pieśń na Uroczystość w Horodle”). W międzyczasie dostrzegłem jednak również inne jego albumy, utrzymane w bardziej… współczesnej stylistyce, w tym „Nostalgię” z 2013 r. oraz „Bas w służbie Polski” z tego samego roku. Długo nie mogłem się do nich przemóc, w końcu jednak skusiła mnie nazwa i intrygująca okładka tego pierwszego.

Otwierający ją utwór „Daremny Plusk”, który łączy w sobie tekst „Erotyku” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego (mistrzowsko recytowany przez Krzysztofa Kolbergera) z motywem muzycznym z  „Siwego konika” – ludowej pieśni z Suwalszczyzny (skądinąd w swej oryginalnej wersji wykonywanej również przez Hallmanna), wspartej jednak… elektronicznymi brzmieniami. Uzyskany efekt okazał się… po prostu porażający. Pieśń, w oryginale jak dla mnie zdecydowanie zbyt smętna i melancholijna, zyskała bardzo wiele na zdynamizowaniu, stała się pięknym tłem dla tekstu wiersza – nieinwazyjna w czasie recytacji pozwala na wsłuchanie się weń, wyrazista gdy nie towarzyszy jej słowo niejako pozwala tamtemu rozbrzmieć w głowie słuchacza, po czym znów na koniec przycicha i oddaje pola końcówce utworu młodego poety. Bardzo chętnie i często wracam do tej kompozycji. Niestety, inne utwory z tego albumu nie przypadły mi aż tak do gustu (sądzę że większości z nich służyłby choć ciut dłuższy tekst, acz taki na przykład „Deprymujący deszcz” jest świetną ilustracją cytowanego weń, krótkiego fragmentu wspomnień gen. Stanisława Maczka dotyczącego wyzwolenia Bredy, wręcz aż za dobrze ilustrującą tytuł, przez co jednak nie słucha się go łatwo), cenię sobie jeszcze bardzo „Dziedzictwo”, czyli wariację na temat „Pieśni wojów Bolesława Chrobrego”, nie ubogaca ona jednak oryginału aż tak bardzo jak wspomniany utwór otwierający (może dlatego, że łączy, czy raczej, „miksuje” tylko jeden motyw). Z kolei „BwSP” okazało się dla mnie jednak zbyt ciężkie i elektroniczne, nie było bowiem tutaj ciekawej gry między „starymi”, a współczesnymi stylami i motywami, lecz tylko faktycznie mocno basowy podkład pod archiwalne nagrania z czasów II wojny światowej i Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Tymczasem na przełomie 2015 i 2016 roku Dawid Hallmann zapowiedział nowy album, znowu oparty na twórczości Herberta. Od razu wzbudził tym moje zainteresowanie, aż do premiery śledziłem na bieżąco ukazywanie się kolejnych utworów go zapowiadających. Tak oto powstawał „Ciepły oddech”.

Koncepcja albumu przypomina nieco „Nostalgię”, ale jest odeń bardziej konsekwentna – każdy utwór składa się z fragmentu jakiegoś wiersza Zbigniewa Herberta recytowanego przez poetę, pod który podłożony jest jakiś utwór muzyczny (zazwyczaj jest to muzyka klasyczna lub ludowa), wzmocniony elektrycznymi brzmieniami. Ostatecznie ścieżek jest 10, całość trwa ok. 45 minut. Pozwolę sobie pokrótce omówić wszystkie utwory:

  1. Przestroga

W nagraniu wykorzystano fragment ludowej pieśni kurpiowskiej „Pozic mamo raz” w wykonaniu Apolonii Nowak oraz fragment „Przesłania Pana Cogito” Zbigniewa Herberta. Konkretnie ten fragment: „Strzeż się oschłości serca” (jest to zresztą motto całej płyty), tekst pieśni brzmi zaś: „Pozic mamo raz komu córkę das, nie daj ze jyj za lada jekiygo, jyj łurody zal.” Utwór niejako wprowadza w klimat i tematykę płyty, już jednak po kilku przesłuchaniach basy i elektronika zbyt łatwo (przynajmniej według mnie) nad nim dominują, samego Herberta również nie jest zbyt wiele. Nie jest to jednak niewątpliwie utwór zły, po prostu na tej płycie jest wiele lepszych.

2. Przed skokiem

W nagraniu wykorzystano fragment irlandzkiej pieśni „Chuaigh Mé ‚Na Rosann” w wykonaniu zespołu Clannad oraz fragment wiersza „Pan Cogito myśli o powrocie do rodzinnego miasta” Zbigniewa Herberta. Konkretnie fragment:

stoję w środku
na jednej nodze
na moment przed skokiem

nie mogę urosnąć
choć mijają lata
a w górze huczą
planety i wojny

stoję w środku
nieruchomy jak pomnik
na jednej nodze
przed skokiem w ostateczność

Jest to w moim odczuciu bardzo piękna kompozycja, jakże liryczna. Oryginalna muzyka celtycka nie traci swojego charakteru przez wzmocnienie elektroniką, jak w wypadku poprzedniego utworu, ale jak najbardziej go zachowuje, ba jest on wręcz podkreślony. Utwór raczej do smakowania niż do rozumnej refleksji, choć może być zarazem odczytywany jako zachęta, jak i przestroga przed popadnięciem w nastrój kontemplacyjny (zwłaszcza zbytni).

3. Małe serce

W nagraniu wykorzystano fragment piosenki „Śpij moje serce” w wykonaniu Adama Astona (nagranie z 1932 roku) oraz fragmenty wiersza „Małe serce” Zbigniewa Herberta. Konkretnie następujące fragmenty:

tyle lat cierpliwie
tyle lat daremnie

[…]

więc siedzę teraz samotny
na pniu ściętego drzewa
dokładnie w samym środku
zapomnianej bitwy

i snuję siwy pająk
gorzkie rozważania

o zbyt wielkiej pamięci
o zbyt małym sercu.

Tym razem w warstwie muzycznej mamy do czynienia z estetyką przedwojennej Ballady, która ponownie w moim odczuciu tylko zyskuje na „zmiksowaniu”. Na pierwszy rzut oka utwór może wydawać się gorzkim erotykiem, dość szybko narzuca się jednak jego nieco inna interpretacja – jako wyrazu żalu po stracie ojczyzny. Ojczyzny rozumianej wielorako, kluczowa jet tu raczej właśnie ta strata, tego co ważne i rozpacz, rozgoryczenie, związane z przyczyną tej straty. Słuchając tego utworu, czuję niemal złość, że tyle lat cierpliwych wysiłków kolejnych pokoleń okazało się daremnych przez zbyt małe serca w chwili próby. Dlatego też teraz my, nieliczni, snujemy gorzkie rozważania, patrząc na pola bitew, o których prócz nas nikt nie pamięta… Niczym ci partyzanci ze zgliszcz zrujnowanego barokowego pałacu, do którego wtargnęła kudłata zgraja. Zbyt mali w sercu, by cokolwiek zdziałać, cierpiący nadaremnie…

4. Trudny kunszt

Kolejne podejście Hallmanna do „17 IX” Herberta, kolejne zwycięskie, a do tego wsparte… fragmentem „Rex tremendae maiestatis” z Requiem d-moll Mozarta! Po jego wysłuchaniu żałuję, że nie ma osobnej płyty „Hallmann feat. Mozart”. Przy czym „zmiksowanie” zdecydowanie eksponuje wszystko co najlepsze z raczej mniej charakterystycznej (zwłaszcza w porównaniu z fenomenalnymi „Dies Irae”, „Confutatis” czy „Lacrimosą”) części arcydzieła kompozytora z Salzburga. Warstwa tekstowa pobudza zaś do refleksji nad jakże istotnym i trudnym tematem przebaczenia, w tym również w narzucającym się kontekście społeczno-politycznym. Odwołanie się do mszy żałobnej, przywołujące perspektywę ponaddoczesną, zdaje się przestrzegać przed zbyt łatwą zemstą. Czyż jednak można sprowadzić ów cały „najtrudniejszy kunszt” odpuszczania win do puszczania wszystkiego w niepamięć?

5. Nauka o pięknie

Chyba drugi najlepszy utwór na płycie. Nic zresztą dziwnego – już od dłuższego czasu liczyłem na „Potęgę smaku” w wykonaniu Dawida Hallmana i zdecydowanie jestem kontent z efektu. Zwłaszcza że, w przeciwieństwie do niesławnego wykonania Gintrowskiego z płyty „Odpowiedź”, ten manifest estetyki jest doprawdy estetyczny, a to głównie dzięki użyciu fragmentu Sonaty Op. III nr 1 – 1re Gavotte en Rondeau Jeana-Baptiste’y Dupuitsa (francuskiego kompozytora doby baroku) na… lirę korbową, jeden z najpiękniej brzmiących instrumentów na świecie, nadspodziewanie trafnie uzupełniającego się z „elektonicznym” wzmocnieniem i któremu bardzo służy zaproponowane przez autora zapętlenie. W zasadzie nie wiem co jeszcze mógłbym napisać o tym utworze, proponuję raczej go posłuchać.

6. Cena

Utwór starszy niż płyta, najbardziej się wyróżniający. Warstwa muzyczna to w całości własna kompozycja Dawida, za to jeśli chodzi o tekst, to prócz krótkiego fragmentu z Herberta na samym końcu (bardzo trafnie podsumowującego całość) mamy…  fragmenty przemówienia Ryszarda Siwca, który 8 września 1968 podczas ogólnokrajowych dożynek na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie dokonał samospalenia w proteście przeciwko inwazji na Czechosłowację. Wszystko złożone w bardzo przejmujący sposób i trudno rzec coś więcej – słowa tutaj mówią po prostu wprost.

7. Czarne chmury

W nagraniu wykorzystano, jakże charakterystyczny fragment ścieżki dźwiękowej z serialu „Czarne chmury” (autor: Waldemar Kazanecki) oraz fragmenty wiersza „Przemiany Liwiusza” Zbigniewa Herberta, z którym to Dawid Hallmann również mierzy się po raz kolejny. Pierwsze podejście niezbyt przypadło mi do gustu, unosił się nad nim duch polskiego insurekcjonizmu, co gorsza ostrze metafory, wymierzonej zapewne w intencji poety w Związek Radziecki, kryło się pod maską opozycji wobec Austro-Węgier, może i nieidealnej, ale jednak ostatniej katolickiej, zdecentralizowanej monarchii w Europie. Tę kompozycję można jednak odczytywać inaczej. Otwierające ją słowa „łatwo zbyt łatwo dali się prowadzić […]  do bitwy o nie swoją sprawę”, którym towarzyszy motyw z serialu, którego wszak nazwa pochodzi od frazy wypowiadanej przez jednego z bohaterów – „Czarne chmury zbierają się nad Rzeczpospolitą”, mogą oznaczać raczej krytykę ideologii walki „za wolność naszą i waszą”, geopolitycznej głupoty i naiwnego pacyfizmu (który w serialu przejawiał się biernością wobec rodzącej się potęgi państwa pruskiego). Tym samym końcowy cytat:

Mój ojciec wiedział dobrze i ja także wiem
że któregoś dnia na dalekich krańcach
bez znaków niebieskich
w Panonii Sarajewie czy też w Trebizondzie
w mieście nad zimnym morzem
lub w dolinie Panszir
wybuchnie lokalny pożar

i runie imperium

może być zarówno przestrogą, przed losem, jaki czeka apatyczne państwo, jak potężne by ono nie było, acz również i jako pouczenie, by wyczekiwać i uważnie obserwować szanse, jakie się nadarzą. W końcu jak mówił Aleksander Bocheński „nieprowadzenie wojny przy korzystnej koniunkturze jest błędem takim samym, a może nawet i większym, niż prowadzanie przy niekorzystnej”.

8. Legenda

W nagraniu wykorzystano fragment białoruskiej pieśni „Пагоня” („Pogoń”), w wykonaniu chóru „Vunija” oraz fragmenty wiersza „Przesłanie Pana Cogito” Zbigniewa Herberta. W zasadzie mógłby to być piękny manifest konserwatyzmu, ale, niestety, podobnie jak w wypadku utworu otwierającego, wstawki elektroniczne przytłaczają i marginalizują pieśń, przez co ani muzyka, ani tekst nie zapadają w pamięć.

9. Dwie krople

Znowu ponowne podejście do wiersza umuzycznionego wcześniej na płycie „Herbert feat. Hallman”, w porównaniu z resztą płyty bardzo delikatne, jest to zresztą najbardziej erotyczny utwór w albumie. Jeszcze bardziej niż w wypadku „Przed skokiem” trudno tu o jakieś rozważania, w sumie tekst wiersza można odczytywać zarówno dosłownie, jak i jednym z mnóstwa możliwych odczytań metaforycznych. Jako ciekawostkę mogę dodać, że długo byłem przekonany, że motyw muzyczny pochodzi z albumu „Herbert feat. Hallman”, ale nie umieszczonej tam wersji „Dwóch kropel”, lecz innego wiersza – „Różowego ucha”, okazało się jednak, że pochodzi on ze znacznie starszej piosenki autorstwa Dawida (i to napisanej w wymyślonym przezeń języku! Niestety, zdaje się, że nie ma jej w Internecie). Wracając do utworu – całości dopełnia jakże przejmująca końcówka!

10. Epilog

Chyba, nie, z całą pewnością najpiękniejsze dzieło Hallmanna! Począwszy od tytułu, jak zmyślnie grającego z tytułem użytego weń wiersza – „Prologu”. Motyw muzyczny (z Nokturnu f-moll op 55 nr 1 Fryderyka Chopina) jest wykorzystany najlepiej spośród wszystkich kompozycji na całej płycie (w zasadzie po wysłuchaniu tego utworu nie byłem w stanie dosłuchać do końca XIX-wiecznego oryginału, wydawał się tak niekompletny, tak pozbawiony siły wyrazy). Tak, jest to niewątpliwie utwór na koniec, zostający w głowie jeszcze długo po jego wysłuchaniu. Utwór, który zostawia, można wręcz rzec – posyła słuchacza dalej z jedną myślą. Jaką? „Ciężko wyznać, na taką miłość nas skazali, taką przebodli nas ojczyzną.” Zresztą, nie warto pisać więcej, lepiej posłuchajcie sami, moi czytelnicy, jest bezcelowym streszczać tutaj to zawarte weń bogactwo treści.

Podsumowując – płyta bardzo udana, nadspodziewanie dobre połączenie mocniejszych, elektronicznych brzmień z poetycką głębią, połączenie (może z dwoma, acz nie aż tak wielkimi, wyjątkami) bardzo owocne. Mogę w tym miejscu dodać, że 2 kwietnia b. r. byłem widzem i słuchaczem koncertu z okazji premiery albumu, który miał miejsce w Rzeszowie, w „herberciarni Królestwo bez Kresu” (które to miejsce bardzo wszystkim polecam!). W jego trakcie nie zostały wykonane jednak powyższe utwory (bowiem istotnie byłoby to raczej trudne, można by je co najwyżej odtworzyć, co nieco kłóci się z ideą koncertu na żywo). W zamian za to miałem okazję wysłuchać dawniejszych i niedostępnych w Internecie utworów Dawida Hallmanna (w tym wspomnianej piosenki w zmyślonym języku oraz jednego utworu z cyklu o… doktrynach polityczno-prawnych!). Polecam tedy wszystkim śledzenie kanału Dawida na youtubie. Ostatnio skomponował on muzykę do (dostępnej na Steamie) gry „Soviet City” (nie grałem jednak w nią, toteż nie będę na razie polecał), utrzymaną jednak w konwencji podobnej do „Basu w Służbie Polski”. Liczę jednak, że skomponuje on kiedyś sugerowany przez mnie utwór miksujący „Palastinalied” (pieśń o Ziemi Świętej autorstwa XIII wiecznego minnesangera Walthera von Vogelweide) z następującym fragmentem „Raportu z Oblężonego miasta”

cmentarze rosną maleje liczba obrońców
ale obrona trwa i będzie trwała do końca

i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden
on będzie niósł Miasto w sobie po drogach wygnania
on będzie Miasto

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s