Każdy praktykujący katolik (czyli po prostu katolik, albowiem „wiara, jeźliby nie miała uczynków, martwa jest sama w sobie” – Jk 2, 17) mówi w swoim życiu niezliczoną ilość Pozdrowień Anielskich, czyli tak zwanych zdrowasiek. Jako że wiara nasza jest rozumna i rozum dany nam od Boga by zgłębiać jej tajemnice, prędzej czy później pojawi się w nim pytanie – po co, dlaczego modlimy się do Maryi? Protestanci odpowiedzą, że dlatego, że jesteśmy politeistami – wystarczająco dużo już jednak powiedziano przeciw temu zarzutowi, toteż nie będę się do niego wprost odnosił. Wielu powie, że robimy to po to, by prosić o pośrednictwo wobec Boga w prośbach o Jego łaski. Czyż jednak Bóg nie jest wszechpotężny, czyż nie można by zwracać się wprost do Niego, czyż zresztą nie zwracamy się często do Niego? Jednak prosimy Najświętszą Marię Pannę o wstawiennictwo, dlaczegóż tedy to robimy? Czy dlatego że Jej współmodlitwy z nami są skuteczne? Dlaczego jednak takie są i czy jedynym, a przynajmniej głównym celem modlitwy powinno być tylko proszenie? Czemuż tedy tak nieproporcjonalnie wiele naszych pacierzy jest skierowanych właśnie do Niej?

Kościół modli się tak wiele do Najświętszej Maryi Panny, ponieważ jest Ona bez grzechu! Kościół uwielbia Najświętszą Marię Pannę, oddaje jej chwałę w jej Niepokalanym Poczęciu, w Jej Czystej Naturze. Najświętsza Maria Panna jest dla nas wzorem człowieczeństwa, prawdziwego człowieczeństwa, takiego jakim ono było w zamyśle Boga i jakim będzie na końcu czasów. Żaden inny człowiek nie żył taką pełnią ludzkiego życia jak Maryja. Żaden poza Chrystusem, lecz Chrystus jest zarazem Bogiem, Jednym Bogiem ze swoim, naszym Ojcem i Duchem Świętym. Maryja nie była, nie jest i nie będzie Bogiem, wszystkie łaski jakie otrzymała, jakimi dzieli się z nami, wszystko co uczyniła i czyni pochodzi od Boga. Dokładnie tak samo jak każdy inny człowiek, który ufa Bogu i wypełnia Jego przykazania.

12 Zaprawdę, zaprawdę wam powiadam: Kto wierzy w mię, uczynki, które Ja czynię, i on czynić będzie i większe nad te czynić będzie; 13 Bo Ja do Ojca idę. A oczkolwiek będziecie prosić Ojca w imię moje, to uczynię, aby był uwielbion Ojciec w Synu. 14 Jeźli mię o co będziecie prosić w imię moje, to uczynię.15 Jeźli mię miłujecie, chowajcie przykazania moje. 16 A Ja prosić będę Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami mieszkał na wieki: 17 Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może; bo go nie widzi, ani go zna; lecz wy poznacie go, iż u was mieszkać będzie i w was będzie. 18 Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was. 19 Jeszcze maluczko, a świat mię już nie widzi; lecz wy mię widzicie; bo Ja żyję, i wy żyć będziecie. 20 W on dzień wy poznacie, żem Ja jest w Ojcu moim, a wy we mnie, a Ja w was. 21 Kto ma przykazania moje i zachowywa je, ten jest, który mię miłuje. A kto mię miłuje, będzie miłowan od Ojca mego, i Ja go miłować będę i objawię mu siebie samego. (J 14)

Jak naucza Tradycja, Najświętsza Maria Panna jako pierwsza przyjęła Ducha prawdy, najdoskonalej wypełniała przykazania Boże, najbardziej miłowała Chrystusa i ta miłość zawiodła ją aż pod Krzyż, gdzie jej serce przebiło siedem mieczy. Wszystko to jednak uczyniła w całkowitej pokorze i poddaniu się woli Bożej. W Ewangelii według świętego Łukasza (rozdział 11) czytamy następujący fragment: „27 I stało się, gdy to mówił, podniósłszy głos niektóra niewiasta z rzesze, rzekła mu: Błogosławiony żywot, który cię nosił, i piersi, któreś ssał. 28 A on rzekł: I owszem, błogosławieni, którzy słuchają słowa Bożego i strzegą go.” Czy Chrystus umniejsza tu godność swej Matki, jak można odnieść w pierwszym wrażeniu? Wręcz przeciwnie! To Maryja najbardziej strzeże słowa Bożego w myśli, czynie, sercu. To Maryja jest wzorem człowieczeństwa, wzorem wolności. Na czym tedy polega prawdziwe, pełne człowieczeństwo? Na służbie, na oddaniu się całkowicie woli Bożej. Matka Boża w całości zawierza się Stwórcy począwszy od odpowiedzi na pozdrowienie anielskie „Oto służebnica Pańska, niechaj mi się stanie według słowa twego”. Jej serce jest całkowicie oddane Bogu, tak że nie ma tam miejsca na nic innego. Jest przy tym zarazem… całkowicie wolna. Bo tylko w cnocie, tylko w stałej dyspozycji do czynienia dobra człowiek może być wolny. Nie może być dobrym coś, co wiedzie do zła. Jeśli wolność jest dobrem, nie może polegać na możności czynienia zła, wręcz przeciwnie, zło zniewala, pozbawia człowieka jego człowieczeństwa, oddala od jego celu, od tego kim jest, kim ma być. Czy to jednak znaczy że oddana Bogu Maryja była bezmyślna? Wręcz przeciwnie! Człowiek wolny to taki, którego wola poddana jest jego rozumowi, który rozeznaje co dobre a co złe. Matka Boża całą swoją myślą służyła Bogu, tak jak w Kanie Galilejskiej, gdy na pytanie Chrystusa „Co mnie i tobie niewiasto? jeszcze nie przyszła godzina moja.” odpowiada ” Cokolwiek wam rzecze, czyńcie.”, bo wie, że to właśnie była sprawa jej i jej Syna. Miłość Boża prowadzi bowiem nieuchronnie do Miłości wobec ludzi i dobrych czynów wobec nich. Dlatego też uwielbiamy Królową Nieba i Ziemi jaką tą, która najpełniej służy Bogu, a więc i nam, ludziom.

Można jednak odnieść wrażenie, że tradycyjna pobożność maryjna staje się coraz mniej popularna. W Polsce owszem rzesze wciąż czy to w maju czy październiku oddają Chwałę królowej naszej korony, ale coraz bardziej popularne stają się różnego rodzaju praktyki pochodzenia protestanckiego, gdzie niewiele miejsca jest dla Najświętszej Maryi Panny. Zresztą i poza Kościołem Jej postać jest jakże częstym powodem do drwin, a może nawet i częściej bywa po prostu pomijana, przemilczana (jak choćby w tym filmie). Czemuż tak się dzieje? Otóż dzisiejszy Świat nie może znieść myśli o bezgrzeszności Matki Bożej, nie może, bowiem jego dogmatem jest to, że grzeszność jest stale wpisana w człowieczą naturę, że to ona czyni ludzkim. Już nie jest to skaza grzechu pierworodnego, sprzeczna z przeznaczeniem i Bożym zamysłem człowieka, lecz jako esencjonalna popędliwość i niestałość, staje się cechą immanentną, synonimem człowieczeństwa. Tym samym grzech staje się czymś powszechnym i względnym, nie wartym walki, przykazania zaś kajdanami czyniącymi życie „niepełnym” lub wręcz nieludzkim i „tłamszącymi godność”. Wreszcie dochodzi do swoistej fetyszyzacji woli – to ona staje się ostatecznym wyznacznikiem tego co dobre, a co złe. Pozamałżeńskie współżycie seksualne, nawet pedofilskie, jest niestosowne tylko wtedy, gdy nie jest konsensualne. Głównym argumentem przeciw zakazowi aborcji jest to, że „pozbawia ona kobiety prawa wyboru”. A przecież postawa taka pozbawia rozum należnej mu roli, czyni człowieka niewolnikiem jego własnych namiętności, skoro nie potrafi on obiektywnie rozeznać które z nich są dobre, a które złe. Po to właśnie jest prawo stanowione, by przynajmniej w sprawach zewnętrznych, jako że rozum zwykłych ludzi istotnie, w przeciwieństwie do Maryi, jest niedoskonały, uniemożliwiać im czynienia zła, a umożliwiać i w miarę możliwości ułatwiać czynienie dobra. To jest właśnie zasada dobra wspólnego. Samo posłuszeństwo przepisom to jednak za mało. Dziś nawet wielu konserwatystów przeszło od faktu, że natura ludzka jest skażona złem do twierdzenia, że po prostu jest ona nieuleczalnie zła i jedyne co należy czynić, to wprowadzić rządy silnej ręki by utrzymać społeczeństwo w ryzach. Owszem, Kościół na ziemi jest Kościołem walczącym, ale nie jest to walka społeczna, ziemska, walka której celem jest fizyczna eliminacja „gejów, feministek, masonów i KODziarzy” lecz walka duchowa. To dusze są polami bitew, bitew właśnie o prawdziwe człowieczeństwo, bitew przeciwko grzechowi o własną wolność i wolność każdego bliźniego. Lewicowe utopie nie były złe, dlatego że negowały prawdę o grzeszności człowieka (czego zresztą nie robiły, jak już to negowały koncepcję grzechu jako takiego) lecz dlatego, że negowały prawdę, że dobro może pochodzić tylko od Boga, tym samym myliły dobro ze złem i nie umiały racjonalnie odróżnić jednego od drugiego. Z drugiej z kolei strony, nawet w Kościele zbyt często traktuje się Boże miłosierdzie tak, jakby każdy jego akt nie był zarazem wezwaniem do nawrócenia, jakby nie wymagał wprzódy tegoż nawrócenia, lecz jakby jego istotą była negacja zła płynącego z grzesznych czynów. Przecież takie miłosierdzie nie miałoby nic wspólnego z miłością, bo znowuż – cóż to za dobro co wiedzie do zła? Wszak człowiek, utrzymywany w błogim przekonaniu, że nie czyni nic niewłaściwego i nie musi z tym zerwać kroczy prosto ku własnemu potępieniu. To Marcin Luter twierdził, że „[Bóg] zanim stał się Bogiem, musiał najpierw stać  się szatanem” oraz że władze człowieka są „w najwyższym i najcięższym stopniu skorumpowane i osłabione, tak aby jeszcze jaśniej powiedzieć, one są całkowicie zepsute i nieczyste”. Stąd doktryna Lutra, że niemożliwa jest realna współpraca człowieka z łaską Boga, że grzech jest tym samym immanentny i nieuchronny, a więc i zarazem traci on swą doniosłość, toteż walka z nim jest bezcelowa a jedyne co się liczy, to akt wiary, nawet niepopartej uczynkami, zresztą nie ma prawdziwie dobrych uczynków – „Walczyłem ze sobą, ponieważ nie wiedziałem, że przebaczenie jest wprawdzie rzeczywiste, ale że pomimo to usunięcie grzechu istnieje tylko w nadziei”. Nic zatem dziwnego, że praktyka protestancka odrzuciła tak radykalnie kult maryjny, oczywiście nie do pogodzenia z jej, katastrofalnymi w skutkach, dogmatami (więcej na zarysowane wyżej tematy można poczytać choćby tu i tu). Wreszcie zdecydowana większość ludzi widzi szczęście przede wszystkim w kategoriach szczęścia ludzkiego, co nie jest może zbyt odkrywcze, ale i w jego funkcji widzi również Szczęście Boże i służbę Bogu. Oglądałem niedawno pewien serial, gdzie ksiądz (nawet bardzo ważny ksiądz) mówi kobiecie, że nie może pokochać jej, ani żadnego innego człowieka „po ludzku”, bo jest tchórzem, bo został duchownym właśnie dlatego, że bał się bólu jaki musiałoby nieść odtrącenie lub utrata ludzkiej miłości. Kompletne pomieszanie pojęć! To całkowite oddanie się Bogu wymaga heroizmu, wyrzeczenia się niemal wszystkich namiętności, zarazem jednak daje pełnię miłości. Miłość ludzka zaś zawsze jest niepełna i może wieść do szczęścia tylko wtedy, kiedy jest odbiciem Miłości Bożej, kiedy jest całkowitym oddaniem się, ale oddaniem służbie dobru. To jest najwyższe człowieczeństwo.

Świat nie rozumie Maryi, ale Świat potrzebuje Maryi. Tej, która istotnie wszechpośredniczy we wszystkich łaskach, jakie zsyła Bóg, właśnie dlatego że najpełniej miłuje Ona wszystkich ludzi, że nie ma w niej nic prócz Miłości. Maryja wskazuje nam cel naszej drogi, nasze prawdziwe powołanie – całkowita służbę Bogu. W ostatnią niedzielę ksiądz proboszcz mojej parafii rzekł na kazaniu, że „Święci są również po to, by nas zawstydzać”. Cóż dopiero Nasza Pani i Matka, będąca największym wyrzutem i przypomnieniem, że naszą naturą nie jest grzech, że jest on wręcz z nią sprzeczny, że każdy grzech jest czynem przeciwko naszej godności? Zarazem jednak jest Ona przecież Matką pełną miłości wobec każdego z nas i odpowiadającą zawsze na wołania Ją wzywających.

Dziękuję Tobie Najświętsza Mario Panno i uwielbiam Cię! Za to że jesteś.

I jednocześnie przepraszam. Przepraszam, że tak jak łatwo było mi napisać powyższe słowa, tak trudno jest wcielać w czyn tę walkę o prawdziwe człowieczeństwo, walkę z pokusami, walkę z własnym grzechem…

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Fidem ratione#4 -Dlaczego modlimy się do Maryi?

  1. Zasadniczo tekst sensowny i przemyślany i w sumie nawet nie bardzo mam się do czego przyczepić. Może jedynie nieco razi mnie pomieszanie dość ogólnych tematów ze szczegółowymi przykładami (jak np. ten KOD). Bez tego tekst byłby bardziej strawny.
    Inna rzecz to ten ksiądz z filmu – moim zdaniem to po prostu przedstawienie pewnej postawy. Jeśli sprowadzimy film czy literaturę do przedstawiania JEDYNIE postaw jakie chcemy promować zwyczajnie pozbawimy jakiegokolwiek sensu i celu. Tzn. to co mówi ten ksiądz jest właśnie czysto ludzkim spojrzeniem na świat, ale też spojrzeniem które widzimy dość często. Może więc warto je pokazać chociażby po to żeby powstały posty takie jak ten!

    Polubienie

    1. Problem w tym, jaki to jest ksiądz i że inni duchowni i osoby konsekrowane w tym serialu uważają te słowa za piękne. Jasno więc widzimy, że czasem może faktycznie trafny, ale częściej bałamutny argument z „neutralnego przedstawienia” z całą pewnością nie ma tu miejsca lecz reżyser i scenarzysta wprost przedstawia swoje poglądy.

      Polubienie

  2. Bardzo dobry tekst – mówić o Maryi nigdy nie będzie za wiele! Moim zdaniem można podawać jeszcze bardzo wiele argumentów, dla których warto modlić się za wstawiennictwem Najświętszej Panny. Może przypomnę tutaj tylko, że zdaniem świętych nabożeństwo do Matki Bożej jest oznaką zbawienia, a brak jakiegokolwiek nabożeństwa do Niej – potępienia.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s